PRZYPADKI / A.D.A. PUŁAWSKA

Realizacja badania i przygotowanie opracowania: Dorota Olko

Kurator: Edwin Bendyk

Legalny skłot” – nowy model instytucji kultury?

Studium przypadku Alternatywnego Domu Aktywnego Puławska

Niniejszy raport stanowi podsumowanie jakościowego studium przypadku dotyczącego działalności Aktywnego Domu Alternatywnego Puławska (szerzej znanego pod skróconą nazwą A.D.A. Puławska lub po prostu „Ada”), mieszczącego się w kamienicy przy ulicy Puławskiej w Warszawie. Został on wybrany do badania jako przykład prężnie działającej, niezależnej inicjatywy społeczno-kulturalnej. Celem tego studium przypadku było zrekonstruowanie mechanizmów działania tej instytucji i refleksja nad możliwością traktowania ich jako modelu, który mógłby być powielany i wdrażany w innych miejscach.

Badanie zostało przeprowadzone między wrześniem a listopadem 2015 roku. Pierwszym etapem była analiza danych zastanych, czyli strony internetowej A.D.A., jej strony w serwisie społecznościowym Facebook, dokumentów urzędowych, a także materiałów prasowych na temat badanej instytucji oraz środowiska skłoterskiego w Warszawie. Kolejny etap stanowiło badanie terenowe złożone z: obserwacji uczestniczącej prowadzonej podczas jednego z wydarzeń organizowanych w A.D.A. (wieczór filmowy), wizyty na zebraniu kolektywu, indywidualnych wywiadów pogłębionych z członkami kolektywu odpowiedzialnego za działanie A.D.A. i osobami luźno współpracującymi z tą grupą (łącznie: trzy wywiady), a także z kilku krótszych swobodnych rozmów z osobami związanymi z tym miejscem (jako członkowie kolektywu, organizatorzy wydarzeń lub publiczność); były one prowadzone na żywo, telefonicznie lub za pośrednictwem komunikatorów internetowych.

Wiedza gromadzona za pomocą powyższych metod miała umożliwić odpowiedź na następujące pytania badawcze (będące operacjonalizacją głównego problemu-celu badawczego): W jaki sposób powstała A.D.A. Puławska? Jak zorganizowane jest działanie tej instytucji? Jakie są zalety i ograniczenia takiego sposobu organizacji pracy? Jakie czynniki są warunkiem powodzenia inicjatywy tego typu? Jaką rolę w działaniu A.D.A. odgrywa współpraca z innymi instytucjami lub grupami?

1. Działalność A.D.A. Puławska – historia i formuła

Historia

A.D.A. PUŁAWSKA to mieszczący się przy ulicy Puławskiej 37 w Warszawie Aktywny Dom Alternatywny, pełniący funkcję autonomicznego centrum społeczno-kulturalnego. Swoją działalność A.D.A. PUŁAWSKA opiera w całości na oddolnej aktywności społecznej” taki opis znajdziemy na stronie internetowej domu. Wśród głównych zadań wymieniono wspieranie niekomercyjnych działań społecznych i kulturalnych inicjowanych „przez niezależne jednostki, grupy i organizacje. Miejsce jest prowadzone przez kolektyw, który za swoją pracę nie pobiera wynagrodzenia i podejmuje decyzje w pełni demokratycznie, na zasadzie konsensusu, bez wyłaniania kierownictwa.

Historia instytucji sięga czasów działalności skłotu Elba, ponieważ to właśnie ze środowiska skupionego wokół tego miejsca wywodzi się trzon kolektywu A.D.A. „Znam od lat wiele osób, które udzielają się na Adzie. To nie są moi przyjaciele, to są moi znajomi. A znam ich stąd, że duża część tych ludzi działała wcześniej na skłocie Elbląska. Ze skłotem Elbląska byłem bardziej związany, bardziej obracałem się w tym środowisku, miałem tam więcej znajomych” – tłumaczył jeden z rozmówców. Po ewikcji Elby tamtejszy kolektyw rozpoczął rozmowy z Urzędem Miasta na temat użyczenia innego lokalu pozwalającego na kontynuowanie dotychczasowej działalności. Rozmowy te trwały ponad rok, ponieważ — jak relacjonują członkowie kolektywu — kolejne proponowane lokale nie spełniały podstawowych kryteriów, bo znajdowały się zbyt daleko od centrum miasta (np. w Powsinie) lub ich stan techniczny, uniemożliwiałby korzystanie z nich bez poczynienia większych inwestycji.

Lokalne media w pewnym momencie donosiły o finalizacji rozmów dotyczących wynajęcia lokalu przy ulicy Młocińskiej 9, ostatecznie nie doszło jednak do podpisania umowy. Jak relacjonował portal Onet.pl: „«W rok po ataku Policji na skłot Elba rozmowy z miastem przynoszą efekt: kolektyw otrzyma budynek przy ulicy Młocińskiej celem kontynuowania działalności» – takie oświadczenie pojawiło się wczoraj na stronie kolektywu Elba. Szybko jednak okazało się, że nie jest to do końca prawda. «Kilka godzin po umieszczeniu oświadczenia na naszej stronie internetowej okazało się, że miasto się wykręca» – mówi Grzegorz Prujszczyk z kolektywu Elba”. W świetle doniesień medialnych przyczyny niepowodzenia transakcji pozostały niewyjaśnione. W wywiadach z członkami kolektywu temat lokalu przy Młocińskiej 9 nie pojawiał się. Respondenci opowiadali natomiast, że po kilku niesatysfakcjonujących propozycjach ze strony miasta samodzielnie zaczęli poszukiwania lokalu wśród miejskich zasobów przeznaczonych na działalność kulturalną. Lokal przy Puławskiej był odpowiedni ze względu na powierzchnię oraz położenie niedaleko centrum Warszawy. Jedyny problem stanowiło usytuowanie w bezpośrednim otoczeniu budynków mieszkalnych, jednak kolektyw miał świadomość, że trudno będzie o drugi budynek taki jak Elba, czyli wystarczająco oddalony od obszarów zamieszkanych i jednocześnie dobrze skomunikowany z centrum miasta.

Pod koniec 2013 roku, czyli ponad rok po ewikcji Elby, udało się podpisać umowę najmu lokalu. Podstawę zawarcia umowy stanowiła Uchwała NR 4783/2013 Zarządu Dzielnicy Mokotów m.st. Warszawy z dnia 23 października 2013 r. w sprawie wyrażenia zgody na wynajęcie lokalu użytkowego nr 4 usytuowanego na parterze, I piętrze i w piwnicy budynku wielolokalowego przy ulicy Puławskiej 37 na rzecz Stowarzyszenia SKŁOTPOL – Odzyskujemy Miasto z przeznaczeniem na działalność regulaminową m.in. w zakresie działalności edukacyjnej i szkoleniowej ze szczególnym uwzględnieniem dzieci i młodzieży oraz seniorów i seniorek oraz wyrażenia zgody na odstąpienie od pobrania kaucji zabezpieczającej za lokal (dalej: „Uchwała”). Jak widać w tytule Uchwały, w celu podpisania umowy kolektyw powołał stowarzyszenie SKŁOTPOL – Odzyskujemy Miasto (dalej: „Stowarzyszenie”). Członkowie kolektywu podkreślają, że jest to jedyna formalna struktura w ramach A.D.A., wyłoniona wyłącznie na potrzeby formalnych kontaktów z miastem. W skład Stowarzyszenia wchodzą trzy osoby.

Umowa ze Stowarzyszeniem początkowo miała być podpisana na trzy lata. Ostatecznie jednak — zgodnie z Uchwałą — została zawarta na rok i co roku miasto podejmuje decyzję o jej przedłużeniu lub nie. Stowarzyszenie płaci symboliczny czynsz 1 zł/m2, co przy metrażu budynku daje łączny czynsz w wysokości 1179,93 zł netto. Realne koszty okazały się jednak pewnym zaskoczeniem dla kolektywu, ponieważ oprócz opłaty za czynsz konieczne jest pokrycie kosztów podatku gruntowego. „Ten proces uzyskiwania lokalu trwał ponad rok, do podpisania umowy rok i trzy miesiące. W końcu to się udało, udało się wynegocjować umowę i ją podpisać, chociaż niektóre obietnice miasta nie do końca się sprawdziły. Miało być za symboliczną złotówkę, okazało się, że złotówka plus podatek od gruntu, który w przypadku dużych lokali nie jest czymś małym” – opowiadał mi rozmówca. Kolektyw radzi sobie jednak z utrzymaniem budynku, dzięki czemu A.D.A. funkcjonuje nieprzerwanie od kwietnia 2014 roku, kiedy to po kilku miesiącach prac remontowych i aranżacyjnych odbyło się huczne otwarcie. Gdy rok później A.D.A. świętowała pierwsze urodziny, zorganizowany został całodniowy piknik z atrakcjami i wieczorne koncerty.

Formuła

Funkcjonowanie A.D.A. opiera się na zasadzie non-profit. Dochód ze wszystkich wydarzeń przeznaczany jest na pokrycie kosztów utrzymania miejsca. Nie jest to skłot w tradycyjnym rozumieniu, ponieważ działa w lokalu legalnie udostępnionym przez władze miasta. Jednak, jak przyznają członkowie kolektywu, wszelkie inne reguły funkcjonowania są analogiczne jak w przypadku skłotów, czyli opuszczonych przestrzeni zajętych bez zgody właściciela, pełniących funkcje mieszkalne, kulturalne i społeczne. „A.D.A., czyli Alternatywny Dom Aktywny, to coś, co na Zachodzie nazywałoby się projektem albo house projektem. Jest to obiekt funkcjonujący na zasadach skłotu albo czegoś bardzo podobnego, ale jest to lokal wynajęty od miasta. Na szczęście na dość dobrych warunkach. Ale zawiaduje nim kolektyw, jak typowym skłotem, wszystko na zasadzie konsensusu. Podział zadań jest bardzo płynny i uznaniowy, nasz własny. Poza jakąś formalną szczątkową strukturą powołaną na potrzeby kontaktów z miastem, czyli trzyosobowym stowarzyszeniem, wszystko inne jest robione na zasadach skłoterskich, czyli jest totalnie otwarte” – tłumaczył rozmówca.

Kolektyw spotyka się na cotygodniowych spotkaniach, odbywających się o stałej porze w wyznaczonym dniu tygodnia, i to wtedy zapada większość decyzji. W bieżących sprawach poszczególni członkowie pozostają w kontakcie telefonicznym albo uzgadniają coś w ramach rozmów indywidualnych lub prowadzonych w mniejszym gronie, jednak kluczowe ustalenia zawsze dyskutowane są grupowo. Pomiędzy zebraniami taką dyskusję umożliwia specjalna platforma internetowa. „Mamy takie swoje narzędzie w internecie, gdzie możemy sobie dyskutować. A poza tym to wszyscy się bliżej lub mniej znamy, więc mamy do siebie numery telefonów i zawsze możemy do siebie zadzwonić i szybko coś ustalić. Fejsbuki, maile – opowiadał jeden z członków.

W ramach kolektywu działają grupy odpowiedzialne za określone działania, jednak podział zadań jest dość umowny i zmienia się w zależności od potrzeb. Czasami społeczność A.D.A. powołuje także doraźne grupy zadaniowe odpowiedzialne za organizację jednego wydarzenia lub opracowanie jakiegoś zagadnienia przed dyskusją na forum całego kolektywu. Jak podkreślają respondenci, płynny podział zadań nie tylko zapewnia pewną elastyczność (co istotne w przypadku grupy osób pracujących dobrowolnie, bez wynagrodzenia i zmuszonych do łączenia tej działalności z pracą zawodową i innymi zobowiązaniami), lecz także umożliwia członkom kolektywu zdobywanie nowych umiejętności. „To jest fajne, że nie będąc na stałe przypisanym do jakiejś działki, można to zmieniać i ludzie uczą się różnych rzeczy. Ja na przykład uczę się obsługiwać sprzęt nagłośnieniowy, co kiedyś było dla mnie czarną magią, a teraz już coś tam wiem. Takie miejsca dają możliwość rozwijania się, jeśli oczywiście ktoś chce z tego korzystać”. Badani przyznają, że w trakcie realizacji określonych zadań wyłaniają się doraźni liderzy, którzy mają doświadczenie i wiedzę w danym obszarze. Nigdy jednak nie wchodzą oni w rolę wodza, który mógłby narzucać swoje zdanie pozostałym — kolektyw zawsze zachowuje moc decyzyjną.

Jak przyznają rozmówcy z A.D.A., nie istnieją żadne sformalizowane procedury uzyskiwania statusu członka ich grona, dlatego też trudno ustalić dokładną liczebność kolektywu. „Ciężko powiedzieć, jak duży jest kolektyw, bo nie mamy twardych zasad członkostwa. Przeciętne spotkanie to jest około 20, max 30 osób. Ale pewnie łącznie 40–50 osób. Choć trudno to określić, bo to płynna organizacja”. Badani mówią o trzech poziomach zaangażowania w środowisko („Powiedzmy, że to takie trzy stopnie wtajemniczenia” – usłyszałam podczas jednego z wywiadów). Jego trzon stanowi kolektyw, czyli osoby, które bywają na spotkaniach i regularnie — mniej lub bardziej intensywnie — angażują się w prace na rzecz instytucji. Drugi krąg to ludzie współpracujący ze skłotem, zaprzyjaźnieni z członkami kolektywu, włączający się w działania A.D.A. okazjonalnie i nieuczestniczący w podejmowaniu decyzji. Trzecią grupę stanowią uczestnicy i publiczność wydarzeń organizowanych przez kolektyw. Nowi członkowie zwykle rekrutują się z dwóch pozostałych kręgów, szczególnie z grona współpracowników.

W skład kolektywu wchodzą osoby w wieku od dwudziestu kilku lat do około czterdziestki, czyli ludzie nieco starsi niż zwykle w skłoterskich kolektywach. Grupa jest bardzo zróżnicowana pod względem wykonywanych zawodów, trudno więc powiedzieć, kim jest „przeciętny” członek A.D.A. „Pod względem demograficznym jest to bardzo zróżnicowany kolektyw i to też jest dość wyjątkowe. To nie są osoby bardzo młode, nie jest tak, że wszyscy są poniżej trzydziestki, raczej odwrotnie. To nie jest typowe w tego typu grupach. Jeśli chodzi o zatrudnienie, to z tym też jest bardzo różnie. Część osób pracuje gdzieś fizycznie na etat. Część osób jest freelancerami czy freelancerkami, część pracuje zupełnie dorywczo, część studiuje. To jest bardzo zróżnicowana grupa pod tym względem” – wyjaśniał rozmówca. Tym, co łączy członków kolektywu, jest zgoda co do wyznawanych wartości i wynikających z nich reguł. A.D.A jest przestrzenią, gdzie nie spożywa się mięsa; to miejsce wolne od rasizmu, homofobii i dyskryminacji na jakimkolwiek tle. Do tych zasad musi się dostosować każdy gość i każdy, kto organizuje wydarzenia „na Adzie”. Inną regułą, od której nie ma odstępstw, jest kończenie imprez najpóźniej o 23.00 — tak, by nie przeszkadzać sąsiadom. Zgodnie z początkowymi obawami założycieli A.D.A. bezpośrednie otoczenie budynków mieszkalnych bywa problematyczne, ale kolektyw dokłada wszelkich starań, aby współżycie z sąsiadami przebiegało bez większych konfliktów.

Oferta społeczno-kulturalna

W przestrzeni udostępnionej przez miasto powstały: świetlica, sala koncertowo-teatralna, pracownia sitodruku, ciemnia fotograficzna, galeria, biblioteka, ogródek miejski, freeshop (czyli punkt wymiany przedmiotów) oraz inne pracownie i warsztaty. Remont został przeprowadzony własnymi siłami, to znaczy wyłącznie dzięki pracy oraz wkładowi finansowemu i rzeczowemu kolektywu. Niektóre pomieszczenia pozostają niewykorzystane ze względu na bardzo zły stan techniczny. Członkowie kolektywu starają się stopniowo je remontować.

Oferta A.D.A. jest bardzo zróżnicowana. Tworzą ją wydarzenia organizowane przez sam kolektyw, a także przez osoby z zewnątrz. Oprócz koncertów punkowych, tradycyjnie kojarzonych ze skłotami, na Puławskiej odbywają się inne wydarzenia muzyczne oraz zarówno okazjonalne, jak i cykliczne imprezy innego typu. W kalendarz A.D.A. wpisał się na stałe kulinarny „Tofu Atak”. Od pewnego czasu w każdy wtorek organizowane są projekcje filmowe, często połączone z dyskusją. Nowością dla kolektywu były spektakle teatralne wystawiane na skłocie przez zewnętrzne grupy artystyczne. W sezonie letnim odbywają się także warsztaty, na których można nauczyć się naprawiać rower. Dla kolektywu ważne są dyskusje dotyczące aktualnych problemów (jak debata o uchodźcach, która odbywała się niedawno) oraz akcje mające na celu niesienie pomocy, takie jak zbiórki artykułów szkolnych dla dzieci z uboższych rodzin czy ubrań dla matek z domu samotnej matki. A.D.A. działa także jako przestrzeń prób, między innymi warszawskiego chóru rewolucyjnego „Warszawianka” czy teatru improwizowanego. „Na Adzie” regularnie spotyka się też jedna ze stołecznych kooperatyw spożywczych.

Odbiorcy

Członkowie kolektywu twierdzą, że starają się dotrzeć do potencjalnych odbiorców wszelkimi możliwymi sposobami. „Nie zachęcamy każdego przechodnia i nie roznosimy ulotek po wszystkich mieszkaniach w okolicy, ale w zdroworozsądkowych ramach robimy większość tego, co można. Badani podkreślają jednak, że nigdy nie korzystają z reklam komercyjnych. Głównym kanałem komunikacji zewnętrznej pozostaje internet: strona internetowa oraz fanpejdż na Facebooku. A.D.A. angażuje się także w tworzenie międzynarodowej platformy internetowej radar.squat.net, prezentującej ofertę niezależnych centrów kultury z całego świata. Niekiedy kolektyw decyduje się na promocję w przestrzeni miejskiej – wykorzystuje wtedy plakaty i ulotki. Zdarza się, że przed bramę wystawiany jest potykacz informujący o tym, co aktualnie dzieje się w środku. Najskuteczniejsza jednak okazuje się promocja z ust do ust, za pośrednictwem znajomych i sympatyków miejsca.

Według członków kolektywu grono odbiorców oferty A.D.A Puławska jest bardzo zróżnicowane i należy mówić raczej o „publicznościach” niż o „publiczności”. Grupy odbiorców wydarzeń różnego typu pokrywają się tylko w niewielkiej części. O ile na punkowe koncerty przychodzi głównie anarchizująca młodzież, o tyle na spektaklach teatralnych pojawiają się ludzie, którzy bez tego typu okazji pewnie nie trafiliby nigdy „na Adę”. Wydarzenia kierowane do dzieci przyciągają całe rodziny, a „Tofu Atak” — mieszkańców okolicy, także tych nieco starszych niż członkowie kolektywu. Organizatorom szczególnie zależy na tym, żeby docierać do lokalnej społeczności: „Część publiczności to nasi znajomi, wiec są w podobnym wieku. Były też u nas koncerty punkowe, ale organizowane przez ludzi z zewnątrz, i byli tacy młodzi ludzie, że byliśmy w szoku, bo wyglądali jak my ileś lat temu. Wchodzimy na podwórko, a tam trzy osoby z ogromnym irokezem, jakieś łańcuchy, skóry z ćwiekami, wow, super. Na Tofu Atak przychodzi dużo osób, powiedzmy, starszych. Z okolicy. Jeśli chodzi o grupę, którą bardziej chcielibyśmy do siebie zapraszać, to środowisko lokalne byłoby dobrą odpowiedzią”.

Respondenci wchodzący w skład kolektywu są zadowoleni z frekwencji na organizowanych imprezach, choć przyznają, że liczna publiczność nie jest regułą. Często jednak większym problemem niż brak chętnych do udziału w wydarzeniu jest ich nadmiar. W takich wypadkach organizatorzy są zmuszeni, by w pewnym momencie— ze względów bezpieczeństwa — przestać wpuszczać kolejne osoby. „Czy jesteśmy zadowoleni z frekwencji…? Czasami jesteśmy niezadowoleni, bo nas przerasta… To miejsce też ma ograniczoną pojemność i zdarzały się sytuacje, że musieliśmy wyprosić ludzi. Przyjmując ludzi, bierzemy za nich jakąś odpowiedzialność i od pewnego momentu musieliśmy nie wpuszczać. A czasami, ale rzadko, zdarzało się tak, że byliśmy zaskoczeni, że mało ludzi przyszło. I mówię tu o całym przekroju wydarzeń” – opowiadał jeden z członków kolektywu.

2. Warunki sukcesu A.D.A. jako niezależnej instytucji kultury

Niewątpliwie intensywna działalność A.D.A. jest możliwa dzięki zaangażowaniu członków kolektywu, którzy poświęcają czas i pieniądze na rzecz funkcjonowania niezależnej instytucji społeczno-kulturalnej. Jak wynika z wywiadów, tego typu aktywność daje im możliwość samorealizacji oraz świadomość, że robią coś potrzebnego i ważnego. Członkowie kolektywu cenią wolność, jaką gwarantuję im niezależność od zewnętrznego finansowania (takiego jak sponsorzy czy granty) oraz działanie nie dla zysku. Podkreślają, że miejsca takie jak A.D.A. są dzięki temu jedyną przestrzenią otwartą na niszowe inicjatywy kulturalne. Dodają, że sam sposób ich funkcjonowania ma więc wymiar polityczny — pozwala na wprowadzenie do przestrzeni publicznej określonych wartości i treści kultury. „To są formy sztuki, które nie mają przestrzeni komercyjnej, nie są w żaden sposób opłacalne. Więc nie przyjmą ich domy kultury, bo nie. No więc samorealizacja. I działanie polityczne, ale na drugim planie. Ada nie jest przestrzenią polityczną sensu stricto. Ale praktyką organizacyjną i samym działaniem pokazujemy, że można działać inaczej” – tłumaczył jeden z rozmówców. Podstawowym warunkiem sukcesu niezależnego centrum kultury, jakim stała się A.D.A., jest więc istnienie grupy osób wyznających podobne wartości, odczuwających potrzebę aktywizmu społeczno-politycznego, za który otrzymują gratyfikację wyłącznie symboliczną, a nie finansową.

Przypadek A.D.A. pozwala sądzić, że nie bez znaczenia jest także zawodowe, aktywistyczne i życiowe doświadczenie członków kolektywu, będące pochodną ich wieku. Jeden z respondentów właśnie wiekiem i wcześniejszą działalnością w różnych niehierarchicznych organizacjach wyjaśnia ich otwartość na różne formy rozwiązywania wewnętrznych nieporozumień i konfliktów. Opowiada, że kiedyś w sytuacji szczególnie trudnego konfliktu kolektyw podjął decyzję o zaangażowaniu niezależnego mediatora. „Człowiek z wiekiem przestaje być przekonany o swojej nieomylności. My ze względu na wiek mamy doświadczenia z wielu organizacji niehierarchicznych i zdajemy sobie sprawę z takich rzeczy. Czasami się wydaje, że my sobie pogadamy i to wystarczy, a nie wystarcza, w międzyczasie dzieje się dziesięć krzywych akcji i wtedy lepiej jest poprosić o pomoc kogoś z zewnątrz” – opowiadał rozmówca.

Według respondentów dużym ułatwieniem w bieżącej działalności jest także fakt, że członkowie kolektywu dobrze się znają i — mimo różnic na poziomie gustów i upodobań — w prowadzeniu instytucji kierują się wspólnymi priorytetami. „Znamy się dostatecznie dobrze, żeby wiedzieć, jakie są między nami różnice, jak działamy. Na przykład kompletnie nie interesuje mnie muzyka punkrockowa, a moja partnerka organizuje koncerty noisowe, które z kolei nie interesują większości kolektywu, ale nadal wszyscy się angażują, tak jak ja się angażuję w organizację koncertów punkowych, bo wiemy, że to ma sens, że to przyciąga ludzi”. Wspomniane różnice upodobań muzycznych oraz ogólne zróżnicowanie wewnętrzne kolektywu ma wpływ na specyfikę kolektywu A.D.A. PUŁAWSKA, a co za tym idzie – także na specyfikę samego miejsca. „Kolektyw tworzą z jednej strony anarchiści tacy jak ja, a z drugiej strony takie osoby, które nie są anarchistami i antykapitalistami. Pracują albo naukowo, albo w NGO-sach, albo w normalnych miejscach, normalnie funkcjonują” – opowiadał mi rozmówca. Wewnętrzne zróżnicowanie kolektywu stwarza szansę na większą różnorodność imprez oraz na poszerzenie grona odbiorców i współpracowników o osoby niezwiązane ze środowiskiem anarchistycznym. Sami członkowie kolektywu przyznają, że „na Adzie” odeszli nieco od typowej dla skłotów estetyki. Z wywiadów wynika, że mają na uwadze wrażliwość i przyzwyczajenia różnych grup odbiorców, do których chcą docierać, ale wybór określonej estetyki jest także zgodny z ich dzisiejszymi potrzebami i wizją miejsca. Dbają o czystość i wygląd przestrzeni, co z kolei budzi pewne zdziwienie środowiska anarchistycznego. „Mieliśmy takie żarty, że coś tu za czysto. Natomiast to [mniej radykalna estetyka] może zachęcać osoby zupełnie spoza środowiska anarchistycznego. O ile anarchiści nie będą pod wrażeniem tego, że każda strona jest zamalowana graffiti albo w ogóle niepomalowana i tynk się osypuje, bo nikt nie miał czasu się tym zająć, o tyle my na Adzie maksymalnie się staramy, żeby to było… żeby nam estetycznie odpowiadało. To mogą być białe ściany czy w kawiarni zamalowane graffiti. Staramy się, żeby było zamiecione, żeby było czysto i żeby to wszystko było jakoś jednolite. Mamy też trochę dobrego street artu, który podnosi standard naszego lokalu. Jest na pewno wyraźna różnica estetyczna, ale trudno mi to jakoś skwantyfikować” – wyjaśniał członek kolektywu.

Działanie w takiej skali, w jakiej działa A.D.A., nie byłoby jednak możliwe, gdyby nie stała, fizyczna przestrzeń, gdzie można organizować wydarzenia. W przypadku skłotersów ma ona szczególne znaczenie, ponieważ dla części zaangażowanych osób jest także domem. To wokół materialnej przestrzeni gromadzi się grupa zaangażowanych osób — kolektyw, który był w stanie otworzyć „Adę”, wytworzył się dzięki działalności na Elbie. Obrona skłotu przy Elbląskiej umocniła grupę i zmusiła miasto do potraktowania jej poważnie. Wydaje się, że władze dostrzegły, z jakimi korzyściami dla mieszkańców miasta wiąże się udostępnienie lokalu grupie aktywistów. Dysponowanie materialną przestrzenią pozwala także na poszerzenie pola współpracy między kolektywem a innymi grupami. Dzięki możliwości udostępnienia lokalu kolektyw A.D.A. otwiera się na nowe środowiska, także te tradycyjnie niemające zbyt wiele wspólnego z ruchem anarchistycznym czy antyfaszystowskim. Materialną przestrzeń należy więc uznać za kolejny — obok istnienia zaangażowanej grupy ludzi o specyficznych cechach — warunek powodzenia całego przedsięwzięcia.

Powstanie „Ady” jako miejsca na kulturalnej mapie Warszawy nie byłoby jednak możliwe, gdyby nie wsparcie środowiska, w którym już wcześniej funkcjonował kolektyw, czyli ruchów skłoterskich i wolnościowych, oraz szersze poparcie społeczne ze strony mieszkańców stolicy. Udzielenie pomocy przez miasto członkowie kolektywu postrzegają jako efekt podwójnej presji — własnych działań prowadzonych na Elbie i w przestrzeni miejskiej (popieranych przez sympatyków) oraz okupacji budynku znanego jako skłot Przychodnia. Jednym z żądań kolektywu, który zajął Przychodnię, było przyznanie przez władze miasta grupie wyrzuconej z Elby lokalu na działalność kulturalną. „Miasto było zmotywowane tym, że w centrum miasta okupowano budynek z żądaniem, żeby dać budynek dla działaczy ze skłotu Elba. Była to taka dość śmieszna sytuacja. W ten sposób działał skłot Przychodnia, to znaczy Przychodnia została zeskłotowana z trzema postulatami – jednym z nich była przestrzeń dla działaczy z Elby. I był warunek, że jeżeli działacze z Elby dostaną budynek, to Przychodnia przestaje być okupowana. (…) Rozmowy z miastem zaczęły się głównie dlatego, że pod koniec Elby dostaliśmy jakiś tam czas, żeby się wyprowadzić. I ten czas był poświęcony w równej mierze na pakowanie i na działania w przestrzeni miejskiej, zwracające uwagę na tworzenie przestrzeni dla grup nieformalnych czy pozarządowych, które nie mają budżetu, nie chcą dotacji od miasta. (…) Tam się zazębiło parę rzeczy: z jednej strony ta elbowa kampania, z drugiej strony działania Przychodni, która nalegała dość usilnie, z trzeciej jakaś presja społeczna i ruch, który się wytworzył. Kiedy Elba się zamykała, to na demonstrację przyszło około dwóch tysięcy ludzi. Jak na spontaniczną demonstrację w Warszawie, i to jeszcze taką lewicową, to jest bardzo dużo”. Za trzeci czynnik, który umożliwił sukces „Ady”, należy więc uznać funkcjonowanie kolektywu w szerszej sieci ruchów społecznych i wzajemnie wspierających się grup działaczy.

3. Bariery i problemy

Z perspektywy członków kolektywu największym problemem jest konieczność corocznego odnawiania umowy z miastem. A.D.A. z pewnością ma większą stabilność funkcjonowania niż typowe skłoty, których działalność może być przerwana w dowolnym momencie przez roszczenia właściciela budynku, jednak jest to wciąż stabilność zbyt mała, aby planować inwestycje czy bardziej długofalowe działania. Szczególnie problematyczny jest nawet nie sam roczny cykl przedłużania umowy, ale późne informowanie przez miasto o podjęciu decyzji w sprawie lokalu. Taka praktyka blokuje remont niewykorzystywanych pomieszczeń — kolektyw stara się poprawiać ich stan stopniowo, ale nie decyduje się na zaangażowanie w to działanie większej ilości czasu i funduszy (co pozwoliłoby na szybsze doprowadzenie sal do stanu użyteczności), ponieważ liczy się z tym, że po miesiącu czy dwóch może skonfrontować się z koniecznością opuszczenia budynku.

Niekiedy pewną trudnością okazuje się także to, co stanowi o specyfice miejsca, czyli wspólne zarządzanie, które wydłuża proces decyzyjny. Członkowie kolektywu uważają jednak, że korzyści tego modelu organizacji znacznie przewyższają koszty. „Nie mogę powiedzieć, że nie ma problemów związanych z tym, że zarządzamy kolektywnie. I czasami człowiek sobie myśli: «Kurde, jakby był jeden szef, toby było lepiej». Ale z drugiej strony… czasami trzeba sobie przypomnieć, dlaczego to robimy. I jak sobie człowiek przypomni, jak to jest, jak jest jeden szef i to jeszcze taki, który zarabia pieniądze, a reszta zarabia ochłapy, i co się z tym wiąże, jakie to ma skutki… Tutaj nie zamieniłbym się” – opowiadał rozmówca.

Model działania A.D.A może jednak być problematyczny dla potencjalnych współpracowników, którzy w założeniu mają współtworzyć to miejsce. O trudnościach wynikających z kolektywnego sposobu podejmowania decyzji przekonałam się sama w trakcie prowadzenia badań. Umówienie się na wywiady z przedstawicielami kolektywu zajęło mi przeszło miesiąc. Osoby, z którymi kontaktowałam się bezpośrednio, odsyłały mnie na spotkanie kolektywu. Z uwagi na to, że zebrania odbywają się tylko raz w tygodniu, moja nieobecność akurat w dniu spotkania opóźniała cały proces o kolejny tydzień. Kiedy wreszcie udało mi się dotrzeć na zebranie, okazało się, że kolektyw zebrał się w okrojonym składzie i będzie potrzebował czasu na przedyskutowanie tej kwestii, co w efekcie oznaczało kolejny tydzień oczekiwania, ponieważ komunikacja mailowa okazywała się mało efektywna. Gdy wreszcie zapadła decyzja o uczestnictwie w badaniu, upłynęło jeszcze trochę czasu, zanim udało się namiary do osób, które miały udzielić mi wywiadów.

Także moi rozmówcy związani z „Adą” zwracają uwagę, że współpraca z kolektywem wymaga sporo cierpliwości, wyrozumiałości i szacunku dla ich sposobu działania: „Żeby załatwić swoją sprawę, to trzeba przyjść na spotkanie, a takie spotkania są raz w tygodniu. I to z jednej strony dla okazania szacunku dla tych ludzi, ale z drugiej strony po to, by pokazać, że ci zależy. Myślę, że w tym środowisku to jest ważne, taka forma szczerości, żeby pokazać, że jesteś w stanie coś zrobić, wziąć za coś odpowiedzialność; zupełnie nieakceptowane są za to postawy roszczeniowe. Takie osoby, które chcą coś wziąć, a nie są w stanie czegoś zrobić, nie są tolerowane. Więc pewnie jest to upierdliwe, żeby stracić wieczór, a z drugiej strony czasami to jest taki warunek wejścia do gry. Trzeba mieć tę gotowość i poświęcić czas”. Dostosowanie się do rytmu działania „Ady” i sposobu funkcjonowania tej przestrzeni nie zawsze jednak jest możliwe. Przekonała się o tym kooperatywa rowerowa, która przez jakiś czas przechowywała na Puławskiej swój rower towarowy. Jak mówią jej przedstawiciele, ostatecznie okazało się, że takie rozwiązanie nie sprawdza się. Problemów było kilka, między innymi brak oświetlenia przed „garażem”, konieczność każdorazowego proszenia członków kolektywu o otworzenie bramy i drzwi do pomieszczenia czy wreszcie chaos panujący w przechowalni, narażający rower na uszkodzenia. Członkowie kolektywu podkreślają, że ich rezygnacja z korzystania z przestrzeni „Ady” nie była wynikiem konfliktu czy pretensji o zastane warunki. Okazało się po prostu, że dynamika współpracujących grup była trudna do zgrania.

Ze zgromadzonego materiału wynika, że korzystanie z oferty A.D.A. czy współpraca z kolektywem wymagają zwykle pewnej wiedzy, która może być trudno osiągalna dla przeciętnego mieszkańca miasta, nawet jeśli zapozna się ze stroną internetową obiektu. Mimo że członkowie kolektywu nie narzekają na problemy z frekwencją na organizowanych na Puławskiej wydarzeniach, w świetle przeprowadzonych rozmów wydaje się, że specyficzny sposób działania instytucji i wrażenie istnienia pewnych prawidłowości, które są trudne do zrozumienia dla osoby z zewnątrz, może stanowić niewidzialną barierę dla potencjalnych nowych odbiorców. Dobrą ilustracją jest tu historia jednego z moich rozmówców, który chciał skorzystać z pomocy przy naprawie roweru: „Wiem, że na Adzie jest tzw. warsztat rowerowy i chciałem coś naprawić w rowerze, z czym sam nie mogłem sobie poradzić. No i rzeczwyiście udało się to załatwić, ale wymagało to kilku telefonów i jedna wizyta zakończyła się fiaskiem. Chłopak miał być i go nie było. No więc trzeba mieć trochę takiej wyrozumiałości, bo to nie jest firma, że przychodzisz i mówisz «chcę to i to i muszę to mieć». Pewnie ludzie, którzy mają takie roszczeniowe nastawienie, mogą się trochę rozczarować. No ale też chyba trzeba mieć takie rozeznanie, jak to działa? No tak, jak nie mogłem znaleźć tego chłopaka, to zadzwoniłem do innego, który znać tego gościa albo mieć kontakt do jego kolegi. Pewnie nie każdy ma ten kontakt i pewnie to jest jakaś bariera, ale to tylko hipoteza”.

Podsumowanie

O ile implementacja modelu działania A.D.A. Puławska na szerszą skalę wydaje się trudna do zrealizowania, ponieważ wymaga ponadprzeciętnego zaangażowania specyficznej grupy ludzi, o tyle można uznać, że działalność kolektywu przyczyniła się (i nieustannie się przyczynia) do zmiany myślenia o instytucjach kultury i przestrzeni miejskiej. Wydaje się, że miasto przynajmniej w pewnym stopniu doceniło rolę niezależnych centrów kultury i otworzyło się na myślenie o mieście jako przestrzeni działania ruchów oddolnych, które warto (stwierdzenie „należy” byłoby raczej zbyt mocne w odniesieniu do obecnego stanowiska włodarzy miejskich) wspierać przez udostępnianie lokali. A.D.A. prawdopodobnie przetarła szlaki kolejnym oddolnym inicjatywom, ponieważ — jak twierdzą badani — miasto rozważa udostępnienie lokali innym grupom w oparciu o zasady wypracowane przy negocjacjach ze środowiskiem dawnej Elby. Jak mówi jeden z moich rozmówców: „Myślę, że nie należy mówić, że kolektyw dostał coś od miasta i mu coś zawdzięcza, tylko to raczej było swego rodzaju przyznanie się urzędników, że ginie wartościowe społecznie miejsce i fajnie byłoby zrobić coś, żeby zachować ten potencjał, dać jakąś formę wsparcia. Ale na pewno skłotersi sobie to wywalczyli, nie dostali nic za darmo, na ładne oczy”.

Reklamy