Przypadki / Obiegi kultury

Realizacja badania i przygotowanie opracowania: Dorota Olko  

kurator: Edwin Bendyk

WSTĘP

1.1. Przedmiot badania

Niniejszy raport stanowi podsumowanie studium przypadku poświęconego recepcji raportu autorstwa Mirosława Filiciaka, Justyny Hofmokl i Alka Tarkowskiego pt. „Obiegi kultury. Społeczna cyrkulacja treści”. Raport ten stanowił podsumowanie badań ilościowych prowadzonych w Centrum Cyfrowym w 2011 r., dotyczących  zjawiska,  które badacze określili jakonieformalna wymiana treści kultury. Studium przypadku zostało zrealizowane na przełomie października i listopada 2014 r., czyli prawie 3 lata po opublikowaniu „Obiegów kultury”. Podjęcie tematu recepcji raportu tak długo po jego opublikowaniu pozwoliło prześledzić nie tylko natychmiastowe reakcje, jakie wywołało badanie, lecz także bardziej długofalowe efekty projektu.

1.2. Problem badawczy i pytania badawcze

Studium przypadku miało na celu zrekonstruowanie procesu tworzenia raportu „Obiegi kultury”, jego odbioru oraz związanych z nim konsekwencji. Głównym problemem badawczym była więc próba opisania obiegu wiedzy (zainicjowanego przez raport) na temat praktyk w domenie cyfrowej: gromadzenia danych, ich legitymizacji, delegitymizacji i relegitymiazacji oraz wykorzystania w działaniu.  Operacjonalizację problemu badawczego stanowi szereg pytań badawczych: kto (kontekst instytucjonalny) i w jaki sposób (metody) generuje wiedzę na temat analizowanych praktyk? Jakie motywacje towarzyszą zleceniodawcom/badaczom? Jak komunikowane są wyniki? Kto i w jaki sposób korzysta z wygenerowanej wiedzy?

„Obiegi kultury” zostały tu potraktowane jako przykład projektu służącego opisaniu i tym samym uobecnieniu praktyk, których wcześniej nie poddawano systematycznej analizie, a jeśli były publicznie dyskutowane, to pod negatywnie waloryzującym szyldem: „piractwo”. U podstaw studium przypadku leżało zatem przekonanie, że przypadek „Obiegów kultury” może stanowić przyczynek do refleksji nad procesami generowania i wykorzystania wiedzy na temat praktyk kulturowych – szczególnie tych, które zwykle umykają w badaniach „uczestnictwa w kulturze”. Należy jednak zaznaczyć, że analizowany przypadek może służyć raczej jako ilustracja szerszych zjawisk, niż jako ich kompleksowe wyjaśnienie. Ponieważ badanie miało charakter studium przypadku, możliwość generalizowania jest tutaj ograniczona, a wnioski należy traktować jako jedynie propozycje interpretacji obserwowanych procesów, wymagającą weryfikacji w dalszych badaniach.

1.3. Meodologia

W ramach studium przypadku przeprowadzono analizę danych zastanych, czyli przede wszystkim prasowych i internetowych recenzji raportu „Obiegi kultury” (a także komentarzy pod artykułami) oraz zrealizowano indywidualne wywiady pogłębione z kluczowymi aktorami: dwoma spośród autorów raportu, Mirosławem Filiciakiem i Alkiem Tarkowskim, pełnomocniczką dyrektora Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej ds. badań i rozwoju, Beatą Chmiel, oraz prezeską Fundacji Legalna Kultura, Kingą Jakubowską. Uzupełnienie badania stanowiły rozmowy swobodne z osobami, które współpracowały z twórcami raportu (na etapie jego konsultowania czy tworzenia oprawy graficznej) oraz śledziły dyskusję wokół niego.

2. „OBIEGI KULTURY” W OBIEGU WIEDZY – REKONSTRUKCJA PROCESU

2.1. Motywacje autorów raportu do podjęcia tematu

Badanie „Obiegi kultury” zostało sfinansowane ze środków Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego w ramach programu „Obserwatorium kultury”. Był to pierwszy projekt badawczy prowadzony w ramach Centrum Cyfrowego, które powstało pod koniec 2010 r. i przyjęło formułę organizacji pozarządowej. „Obiegi kultury” zainaugurowały więc działalność badawczą instytucji. Autorów raportu łączyła historia dłuższej współpracy, ale rekrutowali się z różnych środowisk (na co sami zwracają uwagę). Alek Tarkowski, dyrektor Centrum, mający za sobą doświadczenie pracy w rządzie, identyfikuje się raczej ze sferą policy-making. Mirosław Filiciak – wówczas adiunkt w Szkole Wyższej Psychologii Społecznej, jedynie współpracujący z CC – utożsamia się przede wszystkim ze środowiskiem akademickim. Połączenie tych dwóch światów niejako wpisuje się w model instytucji firmującej projekt. Na stronie Centrum Cyfrowego jego zespół tak definiuje swój model działania: Prowadzimy nasze projekty w duchu ‘think & do tankowym’ – nie tylko diagnozujemy i opisujemy rzeczywistość społeczną, chcemy również aktywnie wpływać na jej kształt.

Również samo badanie miało stanowić odpowiedź na cele, jakie stawia sobie Centrum. Po pierwsze, projekt służył zaspokojeniu ciekawości badawczej autorów i odpowiedzi na określone pytania dotyczące rzeczywistości. Wynikał z rozczarowania istniejącymi statystykami dotyczącymi uczestnictwa w kulturze, a dla Mirosława Filiciaka był także pewną kontynuacją akademickich badań prowadzonych wcześniej w SWPS (projekt „Młodzi i media”). Po drugie, autorzy raportu mieli ambicję, aby za pomocą badania wpływać na dyskurs publiczny na temat tzw. „piractwa”.

Z mojej perspektywy to ja się cieszyłem, ze robimy to badanie, bo robię dużo rzeczy niebadawczych, bo w czasie jak powstawało Centrum, to ja  pracowałem w rządzie, zakładałem Centrum, a bardzo chcę mieć w swojej pracy wymiar badawczy. Mirkowi te badania się wpisują w jakiś ciąg, do którego zresztą wprost się odwoływaliśmy, czyli „Młodzi i media”, myślenie o statystykach kultury itd. (…) Te klucze, które mi się wydają ważne, to próba jakiejś takiej racjonalizacji debaty społecznej wokół piractwa, to znaczy to sięga korzeniami jakichś prac wokół Kultury 2.0 i tych Mirka badań. Też to, że ja się otarłem o jakieś polityki rządowe, o strategie rozwoju społecznego [CC_AT].

Z wypowiedzi Mirosława Filiciaka wynika, że chodziło o wprowadzenie nowej perspektywy –  spojrzenia na praktyki cyfrowe w kategoriach ekonomii nieformalnej – zarówno do dyskursu akademickiego, jak i do debaty politycznej.

No i chodziło też o to, żeby podpromować tę kwestię nieformalności, bo w Polsce to była taka luka – też w tym sensie, że o nieformalnym to w Polsce może pisać Rakowski i to będzie o biedaszybie, a mniej o tym, co się dzieje w Internecie. (…) Na poziomie teoretycznym byłem nakręcony tym, że wpadło mi kilka tekstów Ramona Lobato i jego kolegów I ten wątek nieformalnej ekonomii mediów wydał mi się bardzo eleganckim sposobem ponazywania różnych rzeczy (…). A z drugiej strony była to też okazja, żeby sobie załatwić problem polityczny, czyli uderzyć w te wszystkie kwestie związane z prawem autorskim, że to nie jest takie zerojedynkowe, że normy społeczne niekoniecznie się pokrywają z normami prawnymi [CC_MF].

O ile dla akademicko zorientowanej części zespołu badawczego głównymi celami była diagnoza dotycząca pewnego wycinka rzeczywistości i próba dostarczenia narzędzi mających potencjał zmiany dyskursu publicznego, o tyle pracownicy Centrum postrzegali badanie także w szerszej perspektywie kształtowania polityk publicznych.

To, co chcę robić w centrum, to pracować na styku badań i polityczności. Myślę, że tak powinno się tworzyć polityki publiczne. Mnie interesuje, żeby robić badania, które nie są teoretyczne, tylko mnie interesuje pójście potem w świat i zajmowanie się strategiami i takimi rzeczami. I to była taka próbka – mamy różne strategie dotyczące kultury, włóżmy w nie dane badawcze [CC_AT].

2.2. Proces badawczy i publikacja raportu – kontekst sytuacyjny

W ramach projektu zostały przeprowadzone dwa badania sondażowe (zrealizowane przez firmę Millward Brown SMG KRC). Pierwsza część zrealizowana w dniach 19.05–26.05.2011 miała charakter pilotażowy i obejmowała osobiste wywiady  wspomagane  komputerowo  (CAPI    Computer  Assisted  Personal  Interviewing) na reprezentatywnej próbie 1004 osób w wieku powyżej 15 lat. Badanie główne przeprowadzono w dn. 20.09–02.10.2011 na grupie 1283 osób tylko wśród osób korzystających z Internetu przy wykorzystaniu metody CAWI (Computer Assisted Web Interviewing).

Dane uzyskane w trakcie badań sondażowych posłużyły twórcom raportu do opisania, jak krążą wśród Polaków książki, filmy i utwory muzyczne. Raport zdawał sprawę z obiegu treści kulturowych odbywającego się poza instytucjami kultury. Autorzy podkreślali jednak, że nie jest to badanie o piratach. Odeszli od oceniającego języka, a wykorzystanie koncepcji ekonomii nieformalnej miało służyć m.in. uniknięciu stawiania granicy (trudnej do wyznaczenia, nawet dla samych użytkowników) między obiegiem legalnym i nielegalnym.

Prezentację wyników badania zaplanowano na styczeń 2012 r. Przypadek sprawił, że premiera raportu, która odbyła się 25 stycznia w Narodowej Galerii Sztuki Zachęta, zbiegła się z protestami przeciwko ACTA – porozumieniu handlowym mającym regulować kwestie związane z ochroną własności intelektualnej. Raport „Obiegi kultury” wpisał się więc w debatę dotyczącą blokowania piractwa, jaką wywołało ACTA i towarzyszące mu protesty. Przyczyniło się to do wzmożonego zainteresowania medialnego badaniami, co zaskoczyło samych twórców, którzy podkreślają, że tak żywa reakcja na jakiekolwiek badania zdarza się niezwykle rzadko. My, pracując, nie wiedzieliśmy, że się stanie coś z ACTA. Więc to był mega splot okoliczności [CC_MF].

A tu przypadek sprawił, że się stało to ACTA. I dlatego mieliśmy nie wiem… 200 osób w Sali. I bardzo fajnie, że tak się stało, trzeba takie rzeczy wykorzystywać. Gdzieś oczywiście to był wielki galimatias. Ale fajnie, że był jakiś konkretny przykład. Bo to nie było oczywiste, ze to ACTA dotyczy ściągania w codziennym życiu. Tak naprawdę to nie do końca tego dotyczyło, ale te protesty to ściągnęły. I nagle się okazało, ze jest badanie, które o tym mówi i miało ono swoje 5 minut sławy [CC_AT].

Raport został opublikowany na licencji Creative Commons i udostępniony do pobrania na stronie organizacji. Oprócz premierowego spotkania w Zachęcie odbyło się także kilka debat wokół raportu w różnych miastach Polski. Autorzy raportu podkreślają, że istotne było dla nich, aby przekaz był przystępny, dlatego główne wnioski z raportu przedstawili w niecodziennej formie ”Mashupu”, czyli animowanej infografiki. Więc od początku myśleliśmy też o tym, żeby to był atrakcyjne, więc mashup Szoty [śmiech] to pewnie w kategoriach akademickich się nie broni, ale ok, jak robię zajęcia i mam coś mówić o tym raporcie, to pokazuję mashup [CC_MF]. Za prezentacją wyników w taki sposób – przystępny i zrozumiały dla przeciętnego odbiorcy – stało przekonanie, że wyniki badania finansowane z funduszy publicznych powinny służyć jak najszerszej publiczności. Takie podejście zaowocowało też udostępnieniem surowych danych z badań sondażowych, co wówczas było rozwiązaniem praktycznie niestosowanym. Dzięki opublikowaniu danych w otwartym dostępie każdy zainteresowany mógł poddać je własnym analizom.

2.3. Recepcja raportu – debata wokół wyników badania

Na fali zainteresowania tematem w mediach pojawiły się liczne publikacje dotyczące wyników badań. Część dziennikarzy, zgodnie z intencjami autorów raportu, potraktowała „Obiegi kultury jako źródło empirycznych danych, istotnych w kontekście toczącej się debaty, i skoncentrowała się na zrelacjonowaniu wyników badania (zob.: artykuły w serwisach egospodarka.pl, komputerswiat.pl). Niektóre media postanowiły oddać głos samym badaczom i opublikowały wywiady: z Justyną Hofmokl (Krytyka Polityczna) oraz Mirosławem Filiciakiem i Alkiem Tarkowskim (Dwutygodnik i Gazeta Wyborcza).  Na stronie „Newsweeka” ukazał się zaś tekst Pawła Lutego, gdzie dane z „Obiegów kultury” zostały zinterpretowane jako sygnał, że należy zastanowić się jak  stworzyć takie modele biznesowe, które będą zapewniać dochód twórcom i wydawcom pozwalający im sfinansować kolejne projekty, a z drugiej strony będą dostosowane do możliwości portfeli zdobywców kultury. Raport doczekał się też recenzji naukowej autorstwa Piotra Cichockiego w czasopiśmie punktowanym „Kultura Współczesna”.

Zwiększona widoczność raportu, wynikająca z sytuacyjnego kontekstu (jakim były protesty wokół ACTA) sprawiła, że oprócz relacji z wyników badań, w mediach ukazało się także szereg głosów krytycznych. Osią dyskusji stała się teza, że osoby korzystające z obiegu nieformalnego to też najaktywniejsi uczestnicy obiegu formalnego. Autorzy raportu byli przygotowani na to, że ich spostrzeżenia przez jedną stronę toczącej się debaty mogą zostać przyjęte z aprobatą, przez drugą natomiast – jako zagrażające jej interesom. I to był dobry pomysł Dominiki Blachnickiej, że na teczkach z materiałami był czerwony znaczek „to nie jest raport o piratach”. Więc nagle powiedzieliśmy piratom, że nie są piratami i oczywiście nas bardzo polubili [CC_MF]. Tę sympatię szybko dostrzegły media, które – jak dziennik „Metro (patron medialny kampanii promującej korzystanie z legalnych źródeł kultury prowadzonej przez Fundację Legalna Kultura) – zaczęły opisywać „Obiegi kultury” jako raport katalizujący protesty przeciwko ACTA. Dla przeciwników ACTA stał się on [raport „Obiegi kultury”] swojego rodzaju manifestem, bo podważał opinię, że ściągający nielegalne treści z internetu szkodzą kulturze. Badacze ogłosili, że ściągacze ją napędzają – pisała na łamach „Metra” Edyta Błaszczak.

W tygodniku „Polityka” ukazał się tekst Michała Bilewicza (adiunkta na Wydziale Psychologii UW), który podważył tezę raportu, a przede wszystkim – jak podkreślił – jej zwulgaryzowaną wersję obecną w mediach, mianowicie, że „im kto więcej ściąga, tym więcej płaci za kulturę”. Wykorzystał udostępnione surowe dane i zarzucił autorom raportu brak umiejętności wnioskowania statystycznego. Autorzy raportu wspominają, ze o ile spodziewali się krytyki sposobu, w jaki interpretowali dane, to  zaskoczeniem były dla nich próby podważenia wiarygodności zgromadzonych danych. Jedną z nich był tekst Wojciecha Orlińskiego opublikowany w „Gazecie Wyborczej”, w którym publicysta skrytykował konstrukcję scenariusza i sposób sformułowania pytań oraz wyraził wątpliwość, czy można liczyć na prawdomówność respondentów, kiedy bada się sferę nielegalnego pobierania treści.

O krok dalej niż media poszły instytucje. Na konferencji prasowej kampanii Legalna Kultura wiarygodność wyników badań publicznie podważyła dyrektor Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej Agnieszka Odorowicz. Dyrektor Odorowicz zleciła analizę danych źródłowych z badania „Obiegi kultury” doktorowi Robertowi Wolnemu z Katedry Rynku i Konsumpcji Uniwersytetu Ekonomicznego w Katowicach. W oparciu o analizy dr. Wolnego PISF utrzymywał, że tezy „Obiegów”  są nieuprawnione nie tylko ze względu na błędy we wnioskowaniu statystycznym. Według PISF-u błędy zostały popełnione już na etapie obliczeń statystycznych wykonywanych przez firmę badawczą.

    1. 2.4. Długofalowe konsekwencje publikacji raportu

Choć ambicją pomysłodawców badania było oddziaływanie na procesy tworzenia polityk publicznych, to sposób, w jaki „Obiegi” wpłynęły na sposób funkcjonowania instytucji kultury, był trudny do przewidzenia. Wyniki badania Cenrum Cyfrowego skłoniły Polski Instytut Sztuki Filmowej nie tylko do zlecenia swojej analizy danych źródłowych, lecz także do wszczęcia własnego projektu badawczego pod nazwą „Kulturotwórcza rola dystrybucji internetowej aktualnego repertuaru kinowego”.  Wcześniej PISF w ramach programu operacyjnego zajmował się wyłącznie finansowaniem badań (dotyczących rynku audiowizualnego czy twórczości filmowej), a nie projektowaniem i realizacją własnych projektów badawczych. Zdarzało się, że Instytut zlecał badania, ale skupiały się one na technicznych kwestiach, takich jak analiza rynku, sposoby finansowania czy uwarunkowania prawne. Około trzy lata temu PISF zdecydował się rozpocząć bardziej rozbudowaną działalność badawczą. Celem badań miała być od tej pory odpowiedź na przemiany zachodzące na rynku audiowizualnym i związane z nimi wyzwania.

Natomiast ta zmiana na rynku audiowizualnym jest bardzo gwałtowana w związku nie tylko z rozwojem technologii, ale też zmianami zachowań, stąd powstał pomysł, żeby stworzyć wypustkę, która będzie się zajmowała tym, czym ja się właśnie zajmuję, czyli próbą zrozumienia, wyprzedzenia tego, co zajdzie w przyszłości [PISF_BCH].

Beata Chmiel z PISF przyznaje, że bezpośrednim impulsem do rozpoczęcia tego rodzaju badań były wątpliwości, jakie wśród pracowników Instytutu wzbudziły wyniki „Obiegów kultury”. Pojawia się trochę rozmaitych badań w różnych zakresach kultury. (…)Ale wszystko zaczęło się od tego, ze badania wykonane przez Centrum Cyfrowe czy SWPS czy Centrum Cyfrowe wspólnie z SWPSem wydały nam się tak nieprawdopodobne z pewnego punktu widzenia [PISF_BCH].

Wyniki badania PISF zostały opublikowane w 2013 r na specjalnej stronie internetowej http://www.e-polskiekino.pl/, gdzie można znaleźć prezentację wyników w formie infografiki, raporty oraz odnośniki do innych badań związanych z kinem (m.in. do „Obiegów kultury”). Instytut, podobnie jak Centrum Cyfrowe, zdecydował się udostępnić wszystkim zainteresowanym także surowe dane z badania sondażowego. Badania spotkały się z publicznie wyrażanym uznaniem twórców „Obiegów kultury”. Mirosław Filiciak pisał na blogu Kultura 2.0:

Do Sieci trafiły od dawna wyczekiwane wyniki badania PISF “Kulturotwórcza rola dystrybucji internetowej aktualnego repertuaru kinowego”. To dobra wiadomość, dla mnie aż z trzech powodów. Po pierwsze – opracowanie uzupełnia obraz wciąż nie do końca “prześwietlonego” obszaru praktyk związanych z filmem, zwłaszcza z jego obiegiem nieformalnym i internetowym. Po drugie – w dużej mierze potwierdzają się obserwacje z naszego badania “Obiegi kultury”. Po trzecie – PISF, choć przecież jest instytucją reprezentującą przede wszystkim interesy twórców i producentów, pokazał że jest zainteresowany prowadzeniem wyważonej dyskusji o aktywnościach widzów filmowych i poszukiwaniem środków wpływania na nie bez obrażania się na rzeczywistość.

W wywiadach przeprowadzonych w ramach niniejszego studium przypadku autorzy „Obiegów kultury” zauważają, że PISF opublikował swoje wyniki długo po zakończeniu części badawczej. Według badaczy z Centrum Cyfrowego stało się tak dlatego, że uzyskane wyniki raczej potwierdziły niż zakwestionowały wyniki „Obiegów”. Potem wyniki były długo schowane do lodówki. Bo tam program polegał na tym, że po tych szpilkach, które badanie PISF-u nam wsadziło, okazało się, ze te liczby wcale nie są takie przestrzelone. I chyba przez kilka miesięcy nie wiedzieli, co z tym zrobić [CC_MF].

Od czasu opublikowania „Obiegów kultury” poza raportem PISF ukazały się także wyniki badania  dotyczącego korzystania z legalnych i nielegalnych źródeł kultury, prowadzonego przez Fundację Legalna Kultura. Jak wynika z wypowiedzi prezeski Fundacji, debata wokół raportu Centrum Cyfrowego nie pozostała bez wpływu na kształt badania Legalnej Kultury. Kinga Jakubowska była jedną z panelistek na spotkaniu premierowym „Obiegów kultury”. Udział w debacie zapamiętała jako przykre doświadczenie. Wspomina, że jej kompetencje w dyskutowanym obszarze były wtedy ograniczone, ponieważ Legalna Kultura dopiero rozpoczynała swoją działalność, a Obiegi zrobili ludzie, którzy naprawdę zjedli na tym zęby i od jakiegoś czasu bardzo skutecznie pracowali nad tym tematem [LK_KJ]. Najbardziej zbulwersował ją fakt, że została zaproszona na wydarzenie jako prezes fundacji, a zadawano jej pytania jako wieloletniemu dyrektorowi firmy dystrybucyjnej Kino Świat.

A jak bardzo ja byłam wtedy naiwna, to – wtedy poznałam pana Bendyka – było ogłoszenie wyników tych badań i oni mnie zaprosili, żebym ja przyszła jako Legalna Kultura. Więc ja przyszłam na tą… to nie była debata, zresztą tam byli sami ludzie, którzy chcą, żeby wszystko było za darmo w Internecie. I proszę sobie wyobrazić, co oni zrobili. Zaprosili mnie jako Legalną Kulturę, ale pytania mi zadawali jako dystrybutorowi filmów, którym ja przestałam być dosłownie pół roku wcześniej (…) I od tego się zaczął mój kontakt z „Obiegami Kultury”, czyli to się zaczęło od takiej wielkiej pacy w łeb. A jednocześnie my robiliśmy te swoje badania. I ja już teraz nie pamiętam, ale… Mnie się wydaje, ze tamta sytuacja przysporzyła kilku pytań [LK_KJ].

Jakubowska przyznaje, że premierowe spotkanie „Obiegów” było dla niej osobistą porażką i jednocześnie nie ukrywa, że debata dostarczyła problemów badawczych zgłębianych w badaniach jej Fundacji. Legalna Kultura starała się swoimi badaniami wchodzić w bezpośrednią dyskusję z „Obiegami kultury”, czego dowodem jest cytowany wcześniej tekst, który ukazał się w dzienniku „Metro” i został przedrukowany na stronie Fundacji. W tekście obok informacji o zakwestionowaniu wyników „Obiegów kultury” przez PISF znajduje się wzmianka o wynikach badania Fundacji oraz wypowiedź autorki raportu, dr Elżbiety Sekuły z SWPS, według której tez Tarkowskiego i Filiciaka (Justyna Hofmokl tu i w wielu innych artykułach została pominięta) nie można potwierdzić ani obalić, bo byłoby to możliwe jedynie w wyniku badań jakościowych. Poza publikacjami na temat własnych badań Fundacja zamieściła na swojej stronie artykuł pod znamiennym tytułem „Stać nas, ale płacić nie chcemy”, który wpisywał się w narrację  ukazującą piractwo jako zagrożenie i problem społeczny. Wyniki „Obiegów kultury” wykorzystano w nim jako poparcie prezentowanych tez.

3. STRATEGIE LEGITYMIZOWANIA I DELEGITYMIZOWANIA WIEDZY

Dzięki wspomnianym projektom badawczym powstał znaczący zasób wiedzy na temat praktyk w domenie cyfrowej. Wydarzenia opisane wyżej pokazały jednak, że generowane dane – niezależnie od intencji badaczy – nie są neutralne. Okazało się, że wiedza na temat zjawisk, które budzą wiele kontrowersji i są obiektem politycznych sporów, sama w sobie staje się przedmiotem walki. Aktorzy, którzy starają się opisać tego typu zjawiska, stosują szereg strategii mających na celu uwiarygodnienie generowanych przez siebie danych.

Badaczom pracującym nad raportem „Obiegi kultury” kluczowe wydawało się wytworzenie danych statystycznych. Z jednej strony wynikało to z dążenia do opisania skali zjawiska (uczestnictwa w nieformalnym obiegu treści), z drugiej – było powodowane świadomością, że dane ilościowe mają potencjał zaistnienia w dyskursie publicznym i wpisują się w wyobrażenie o wiarygodnych badaniach.

Więc było to szukanie czegoś ciekawego badawczo, a drugiej strony próby przechwycenia dyskursu na zasadzie takiej, że to nie jest czyste ideolo, ale że mamy też wykresy. (…)I ja też wcześniej nie robiłem żadnych dużych ilościówek i miałem problem z tym, że jak się mówi o tym językiem etnografii, to w twardej dyskusji jest bardzo szybko sprowadzane do poziomu anegdoty. A jak się pokaże słupki, to to jest bliskie takiemu powszechnemu wyobrażeniu o tym, czym jest nauka [CC_MF].

Dla mnie było bardzo ważne, że to było badanie ilościowe. Chodziło mi o pokazanie statystyki, a nie jakiegoś tam mojego widzimisię czy jakiejś takiej jakościowej impresji, czy teoretycznych rozważań [CC_AT].

Kwestionowanie twardych danych liczbowych – traktowanych zwykle jako najbardziej wiarygodna wiedza – było więc dla badaczy dużym zaskoczeniem. Autorzy „Obiegów” starali się na bieżąco odpowiadać na głosy krytyczne, jednak przyznają, że odebrali dyskusję wokół metodologii badania jako jeden ze sposobów reakcji na podjęcie tematu, który budził kontrowersje.

Mnie się zdawało, ze te wyniki są trochę neutralne, ze pokazują liczby i można się w nich jakoś odnaleźć. A okazało się, ze zostały skrytykowane jako bardzo stronnicze. Ja wiem, co nam zarzucano, ale nie do końca rozumiem, czemu podważano tę liczbę, bo przecież każdy z tą liczbą robi, co chce. Bo to, że nam tam podważano tę tezę, że ściągający kupują, to rozumiem, co im się nie podoba. Ale mam wrażenie, ze problemem było samo wyciągnięcie tematu [CC_AT].

Wydaje się, że sposobem służącym uwiarygodnieniu badania może być także udostępnienie surowych danych, na co zdecydowało się Centrum Cyfrowe, a później także PISF. Opublikowanie bazy danych stanowiło swego rodzaju gwarancję przejrzystości badania. Przypadek „Obiegów kultury” pokazał jednak, że takie posunięcie może doprowadzić przede wszystkim do prób podważania wyników. Autorzy „Obiegów kultury” byli zaskoczeni, że udostępnienie surowych danych posłużyło nie tyle ponownemu ich wykorzystaniu w kolejnych projektach, co raczej sprawdzaniu badaczy. Upublicznienie danych uczyniło je nie tylko dostępnymi dla badaczy zajmujących się podobną tematyką, ale przede wszystkim – weryfikowalnymi.

Delegitymizacji badań (i jednocześnie legitymizacji konkurencyjnych analiz) służy także zwrócenie uwagi na kompetencje analityczne samych badaczy. Zarzut braku umiejętności badawczych humanistów pojawił się zarówno w materiałach medialnych (w felietonie Wojciecha Orlińskiego w „Gazecie Wyborczej), jak i – nie wprost – w wywiadzie badawczym z Beatą Chmiel z PISF. Podkreśla ona, że do analizy danych z „Obiegów kultury” Instytut zatrudnił ekonomistów. Sugeruje jednocześnie, że są to osoby bardziej kompetentne w kwestii analizy danych statystycznych niż autorzy raportu, będący humanistami.

Wydało nam się to nieprawdopodobne, więc zatrudniliśmy do tego ekonomistów (bo badania robili humaniści) zajmujących się makroekonomią, żeby nam przeliczyli te dane i stwierdzili, jaka jest możliwość wyprowadzenia na podstawie tych danych (które, jak się okazało, zostały też źle policzone przez agencję, która przeprowadzała na ich zlecenie te badania; zrobili kilka prostych matematycznych błędów), jak jest możliwe wyprowadzenie z takich danych takich wniosków. I oprócz tego, ze przeliczyli, to jeszcze pokazali jak te same dane mogą być inaczej analizowane [PISF_BCH].

Z wypowiedzi Beaty Chmiel z PISF-u wynika, że za zleceniem analiz ekonomistom stała chęć przeanalizowania praktyk badanych  w „Obiegach” jako zachowań ekonomicznych.  Czyli to była świadoma decyzja, żeby się zwrócić do ekonomistów. Tak. Bo tam została postawiona pewna teza, która była tezą modelującą pewien typ zachowań ekonomicznych na rynku – ci, którzy robią to i to, robią to i to [PISF_BCH]. Oddanie analiz w ręce ekonomistów miało więc jeszcze jeden efekt – przesuwało dyskusję o korzystaniu z internetowych źródeł kultury na tory, którymi toczy się ona zwykle. Chociaż „Obiegi kultury” były próbą spojrzenia na cyfrową cyrkulację treści z innej perspektywy, to –  jak zauważa Agnieszka Słodownik w wywiadzie z Filiciakiem i Tarkowskim – debatę wokół raportu na jego premierze zdominował język ekonomii.

Kolejnym sposobem podważania wiarygodności badania było wskazywanie – mniej lub bardziej dosłowne – na ich polityczne uwikłanie i brak obiektywizmu. W cytowanym wcześniej artykule, który ukazał się w „Metrze” i na stronie Legalnej Kultury, można wyczytać, że Centrum Cyfrowe Projekt: Polska to część intelektualnego i kadrowego zaplecza ministra cyfryzacji Michała Boniego (choć nie przeszkodziło to im odrzucić zaproszenia premiera na słynną naradę z internautami o ACTA). W wywiadach przedstawicielki PISF i Legalnej Kultury nie zarzucają badaczom wprost sprzyjania interesom określonego środowiska politycznego, ale podkreślają, że badania były robione „pod tezę”. Z ich wypowiedzi wyłania się silne przekonanie o tym, że wiarygodne badania powinny być całkowicie neutralne i pozbawione tez. Respondentki opowiadają, że projekty badawcze prowadzone przez ich instytucje opierały się na pewnych sądach na temat badanej rzeczywistości (Próbujemy sformułować własne sądy, zadać odpowiednie pytania, dokonać analizy [PISF_BCH]) i dowartościowaniu określonych kwestii (My oczywiście korzystamy z innych badań, ale w inną stronę jesteśmy sfokusowani, w inną stronę mamy przesunięty środek ciężkości [LK_KJ]), aby za chwilę stwierdzić, że były one wolne od jakichkolwiek założeń.  Równocześnie podkreślają, że „Obiegi kultury” były badaniem, które miało zadośćuczynić bardzo silnym założeniom wstępnym.

Bo to były solidne badania, ale pod bardzo konkretnym kątem. One miały udowodnić, że – nazwijmy to w cudzysłowie (choć to słowo jest tutaj nieadekwatne) – piractwo jest potrzebne, bo tak naprawdę wspiera kulturę. I taki był cel. Jak ja robię badania, to ja nie mam żadnych założeń, a moimi założeniami jest to, czego ja chce się dowiedzieć. I w związku z powyższym dopiero później wykorzystuję różne ścieżki [LK_KJ].

Autorzy „Obiegów kultury” zauważają, że wskazywanie na polityczne uwikłanie badań jest tak silnym zarzutem, że potrafi podważyć wiarygodność nawet danych liczbowych. W wypowiedziach Alka Tarkowskiego pobrzmiewa przekonanie, że jeśli organizacja jest kojarzona z działaniem na rzecz określonych kwestii, to nie ma znaczenia, jaką wiedzą się posługuje – zawsze będzie ona postrzegana jako narzędzie w realizacji konkretnego celu: Równie dobrze może Tarkowski pokazywać cyferki i ich nie pokazywać, bo wiadomo, ze to jakaś upolityczniona narracja, która do czegoś zmierza [CC_AT].

4. INSTYUCJONALNE UWARUNKOWANIA GENEROWANIA WIEDZY NA TEMAT PRAKTYK KULTUROWYCH

Wspomniane w raporcie projekty badawcze łączy nie tylko fakt, że wszystkie poruszały temat korzystania z internetowych źródeł kultury. Wszystkie trzy – w mniejszym lub większym stopniu – zaistniały w publicznym dyskursie i (co symptomatyczne) wszystkie powstały poza instytucjami akademickimi.

Afiliacja badania jest szczególnie interesująca w przypadku „Obiegów kultury”, które były współprowadzone i zainicjowane przez pracowników akademii oraz – jak zaznaczają autorzy – w pewnym sensie stanowiły kontynuację badania „Młodzi i media” realizowanego przez Mirosława Filiciaka z zespołem w Szkole Wyższej Psychologii Społecznej (finansowanego także ze środków programu „Obserwatorium kultury”). Choć autorom „Obiegów” trudno przypomnieć sobie okoliczności powstania projektu badawczego (od tamtego czasu zrealizowali kilka innych badań), to z ich wypowiedzi wynika, że decyzja o realizacji badania w ramach Centrum Cyfrowego a nie np. SWPS nie była przypadkowa. Zadecydowała otwartość organizacji, która zajmowała się podejmowaną tematyką i starała się wówczas zbudować dział badawczy. Nie bez znaczenia były też jednak strukturalne bariery realizacji projektów badawczych w ramach uczelni, takie jak pobieranie koszów pośrednich, wynoszących – w przypadku SWPS – 30% kwoty grantu.

Dlaczego robiliście to w ramach Centrum Cyfrowego a nie np. uczelni? Nie wiem, czy chcę to mówić na głos, ale m.in. dlatego, że szkoła bierze 30% kosztów pośrednich za obsługę grantów i niewiele za to daje. Az drugiej strony to się jakoś wpisywało w linię centrum, które ten dział badawczy wtedy budowało, i to był dobry moment pod tym kątem [CC_MF].

Z wypowiedzi badanych spoza świata uniwersyteckiego wynika, że postrzegają oni środowisko akademickie jako dystansujące się od badań aplikacyjnych i zaangażowania w publiczną debatę. Wyraźną różnicę perspektyw widać nawet między samymi autorami „Obiegów kultury”. Tarkowski, który mimo posiadanego stopnia naukowego nie identyfikuje się z akademią, wspomina, że pozytywnie odebrał sytuację uwikłania badania w dyskusję na temat ACTA i tym samym zwiększonego zainteresowania raportem. Jednocześnie miał świadomość, że jego współpracownik – funkcjonujący w środowisku naukowym – nie przyjmuje tej sytuacji z podobną aprobatą, co potwierdzają słowa Filiciaka.

Jest to bardzo ciekawe, jak te badania się wikłają w takie… Nie wiem, co Mirek o tym myśli. Dla niego to chyba było niekomfortowe. Bo Mirek ma oczywiście swoje poglądy, ale on przede wszystkim jest akademikiem [CC_AT].

Osoby bardziej identyfikujące się z Policy były przeszczęśliwe, a ja byłem tez mocno przestraszony, zastanawiając się, czy to się mieści w przedziale między solidnym badaniem naukowym a publicznym komunikowaniem badań, czy nie zrobiliśmy agitki pod pewną tezę [CC_MF].

Mimo rozczarowania polskim środowiskiem akademickim Tarkowski jest jednak przekonany o konieczności współpracy z naukowcami w celu generowania wiedzy. Specyfika Centrum Cyfrowego  wymaga zaangażowania osób dysponujących wiedzą ekspercką, co w praktyce oznacza potrzebę współpracy z osobami spoza organizacji, a naturalnym partnerem wydają się pracownicy naukowi.

A teraz mam trochę poczucie, że widzę, jak organizacje się zużywają, że mają za mało kapitału intelektualnego, żeby dobrze rozpracowywać tematy. Już ci powiedziałem, że w środowisku naukowym też tego nie odnajduję, ale osobiście czuję, ze ja muszę wrócić jako organizacja do jakiegoś związku z tą akademickością, bo to jednak tędy droga [CC_AT].

Także badane z PISF-u i Fundacji Legalna Kultura podkreślają, że współpracują z osobami ze świata nauki. Z ich wypowiedzi wynika jednak, że reprezentowane przez nie instytucje traktują przedstawicieli nauk społecznych jako ekspertów w swoich dziedzinach, ale niekoniecznie jako kompetentnych badaczy. Obie rozmówczynie twierdzą, ze pracowników naukowych angażuje się w ich instytucjach na etapie problematyzacji badanych zagadnień. Podkreślają jednocześnie, że nie tylko samą realizację badań, ale też zaprojektowanie metodologii zlecają firmom badawczym, które uważają za najbardziej kompetentne w tej dziedzinie.

Dlatego przy tych badaniach współpracowaliśmy i z Uniwersytetem Warszawskim, i z firmą, która zajmuje się prowadzeniem działalności, która działa na rynku prowadząc różne procesy – począwszy od badania, kończąc na wdrażaniu, i z różnymi agencjami badawczymi, które rozrysowywały nasze pytania na techniczne kwestie, docieranie do badanych. (…) Wśród osób, które te badania projektowały, jest Przemek Kasza, który pracował w korporacjach, które bardzo dbają o szybką i bezpośrednią analizę rynku, czyli np. firmy telekomunikacyjne. I z jego doświadczeniem badań szerokich, na wielkich liczbach, inaczej potrafimy zaprojektować te badania, niż przy ograniczeniu się do kilkusetosobowej grupy [PISF_BCH].

Te badania np. te fokusowe, to prowadzili nasi koledzy akademicy związani z fundacją, to jest jeden antropolog, kulturoznawca czy też Elżbieta Sekułą, która jest współtwórcą Instytutu Badań Przestrzeni Publicznej przy ASP, ale to międzyuczelniany wydział. I ona ma bardzo dużą wiedzę na ten temat. I ona jest tutaj zaangażowana. Ale zawsze konsultujemy to  z instytucją, która się zajmuje badaniami, bo zależy nam, żeby te pytania były dobrze skonstruowane – żeby były czytelne, żeby nie były dwuznaczne i żeby ogólnie zachować transparentność w czasie rozmowy [LG_KJ].

Możliwość współpracy z różnymi podmiotami – a przede wszystkim wykorzystywania doświadczenia zarówno pracowników uniwersytetu, jak i osób związanych z sektorem badań marketingowych – respondenci postrzegają jako największy atut projektów badawczych swoich instytucji. Podkreślają, że mogą bazować na własnym doświadczeniu i jednocześnie korzystać ze specjalistycznej wiedzy zewnętrznych aktorów. Działają niczym łącznik między sektorami badań naukowych i marketingowych, czyli środowiskami , które – zdaniem badanych – zwykle nie są zdolne do współpracy i postrzegają działalność drugiej strony z pobłażaniem i brakiem zainteresowania.

To jest właśnie problem we wszystkich tych pracach badawczych, ze albo to są badania – jak to mówią ci, którzy pracują w badaniach rynkowych – uniwersyteckie. A ci, którzy pracują na uniwersytetach traktują badaczy marketingowych z dużą pogardą. My ponieważ jesteśmy wolni od tego rodzaju przesądów, bo nie jesteśmy ani uniwersytetem, ani jednostką badawczą, ani nie musimy robić nic w tej kwestii, dlatego możemy wykorzystywać doświadczenie jednych, drugich i trzecich [PISF_BCH].

Status organizacji pozarządowej albo instytutu, dla którego działalność badawcza nie jest zadaniem wiodącym, umożliwia więc bardziej elastyczne podejście do badań. Beata Chmiel z PISF-u podkreśla, że Instytut miał komfort dużej swobody czasowej, finansowej i koncepcyjnej w trakcie prowadzenia swojego projektu badawczego, co pozwoliło wprowadzić szereg niestandardowych rozwiązań. Takimi innowacjami była np. inna kategoryzacja badanych czy też prowadzenie badania w sposób kroczący – każdy etap dostarczał pytań i założeń do etapu kolejnego.

Szczęśliwie nie byliśmy w żaden sposób związani ani terminami, ani żadnymi zewnętrznymi okolicznościami, co pozwoliło nam doprecyzować nasze własne wyniki. (…) Myśmy to przeprowadzali na dużych próbach, nie byliśmy też ograniczeni w żaden sposób innymi barierami, które często są ogranicznikami zarówno w badaniach naukowych, jak i rynkowych. Mogliśmy dużo swobodniej interpretować czy stawiać założenia, przez co zmieniliśmy grupy badane, klasyfikację grup badanych [PISF_BCH].

Swoboda instytucji pozaakademickich przejawia się także w sposobie komunikowania wyników, który okazał się bardzo istotny zarówno w przypadku „Obiegów kultury”, jak i w przypadku badania PISF. Skrócona prezentacja danych w formie „Mashupu” była jedną z zalet „Obiegów kultury”, na które zwrócili uwagę medialni recenzenci. Przemysław Biecek z Fundacji Smarter Poland pisał, że jest to streszczenie, które zachęca do czytania/oglądania. Autorzy raportu byli świadomi, że przedstawienie wniosków w takiej formie jest ryzykowne, ponieważ odbiega od przyjętych standardów. Wspominają też, że większość krytycznych wobec raportu tekstów opierała się na tych informacjach, które zostały zawarte w „Mashupie”.  Innowacyjna forma z zwiększyła więc prawdopodobnie liczbę czytelników i ułatwiła odbiór, ale jednocześnie sprawiła, że był on dosyć powierzchowny.

TO było świeże w miarę i Michał Szota to bardzo fajnie zrobił. Ale to był odjazd,  coś zupełnie innego niż się robi z badaniami naukowymi. Bo to nawet nie było streszczenie. I było to opatrzone dość radykalną estetyką, która już coś tam mówi. I oczywiście w pewnym momencie było dla mnie jasne, że krytycy tego raportu wyjęli tezę nie z raportu, ale  umownego ostatniego slajdu tego mashupu. Prosiliśmy się o to i to dobrze wiadomo, ze 95% osób szuka streszczenia [CC_MF].

Wydaje się, że „mashup” był innowacją, która w pewnym stopniu zmieniła sposób myślenia o prezentowaniu badań. Również PISF zaprezentował swoje badanie w formie infografiki, która – jak podkreśla Beata Chmiel – przy każdej prezentacji spotykała się z aprobatą odbiorców i czyniła przekaz bardziej zrozumiałym. Autorzy „Obiegów” zwracają uwagę, że twórca infografiki do ich raportu, Michał Szota, wykonał później podobne prace dla innych zespołów badawczych (co potwierdza sam zainteresowany), a badacze zaczęli przywiązywać większą wagę do formy prezentacji wyników.

Śmiejemy się, ze to był chyba przełom zawodowy  wżyciu Michała Szoty, a równocześnie myślę, że to się stało pewną konwencją i myślę, ze pod tym względem coś zrobiliśmy – mam wrażenie, ze trochę się zmienił standard prezentacji takich badań. I to mi się wydaje fajne. Jeżeli to jest robione za publiczne pieniądze i ktoś ma się do tego przyczepić, to dobrze, że się też do tego przyczepi Orliński i będzie jakaś dyskusja wokół tego, a nie po dwóch latach jedna recenzja w jakimś czasopiśmie o nakładzie 500 egz. Dystrybuowanym wśród znajomych  [CC_MF].

Prowadzenie badań poza instytucjami naukowymi ma jednak także szereg minusów. W przypadku organizacji pozarządowych należy do nich przede wszystkim brak ciągłości finansowania i uzależnienie możliwości działania od powodzenia w konkursach grantowych, o czym wspomina Alek Tarkowski. Dla organizacji pozarządowych (ale też dla instytucji takich jak PISF) prowadzenie działalności badawczej jest zwykle jedną z wielu płaszczyzn działania, często – jak w przypadku Legalnej Kultury – raczej poboczną. Instytucje te nie są więc w stanie poświęcić prowadzeniu badań i ich promocji tak dużej uwagi, jak podmioty skoncentrowane na działalności naukowo-badawczej. W związku z tymi ograniczeniami trudno jest utrzymać ciągłość badań oraz budować trwałe zespoły robocze i badawcze.

(…) te NGOsy są dużo do przodu, a trochę nie od tego są. Nawet administracyjnie, instytucjonalnie mamy za mało środków, ta ciągłość nam się urywa. Dygresja jest taka, ze my teraz mieliśmy taki reset w Centrum, że bardzo dużo energii poświęcamy na to… że teraz chcemy już mieć badania, bo do tej pory to było bardzo ad hoc, tu grancik, tu grancik. To mi się nie do końca podoba.(…) To, co jeszcze jest ciekawe, to że ja uważam, że to jest temat jest dalej ważny i jest wciąż dużo do zrobienia. I to główne hasło Obiegów mogło być takie fundujące dla jakiegoś stałego zespołu badawczego, a gdzieś to odpuściliśmy. [CC_AT].

A my nie możemy się skupić tylko na badaniach, bo dla nas te badania są tylko narzędziem. Nie, badania nie są narzędziem, one nam wskazują azymut działania. A ja bym chciała zrobić z badań oręż i zrobić z tego jeszcze jedne powód naszej kampanii, żeby to było takim pr-owym działaniem, ale teraz nie mamy możliwości, może za rok. Mi i tak doby nie starcza [LK_KJ].

Brak systematyczności i długofalowości w działalności analitycznej związanej z praktykami kulturalnymi w domenie cyfrowej wydaje się szczególnie problematyczny wobec tempa przemian, jakie zachodzą w tej dziedzinie. Alek Tarkowski podkreśla, że dostrzega potrzebę wracania do badanych tematów i refleksji nad dynamiką w obszarze analizowanych zjawisk. W praktyce okazuje się jednak, że w warunkach ograniczonych możliwości organizacji pozarządowych trudno jest nie tylko o systematyczną działalność badawczą, lecz także o stworzenie przestrzeni do cyklicznej debaty.

Miałem poczucie, ze ACTA było czymś takim, co by zasługiwało, żeby rok w rok do tego wrócić. My nawet raz zrobiliśmy takie spotkanie i ono było fajne, bo to był nie panel, tylko zrobiliśmy taki  open mind, było ze 20 osób i każdy mógł wyjść na środek i powiedzieć, co myśli. I ludzie mieli naprawdę dużo do powiedzenia. Z 10 osób to zrobiło i to było rok po ACTA, i ja żałuję, ze nie zrobiliśmy 2 lata po ACTA, bo teraz gdybym zrobił, to już bym powiedział nie ACTA, tylko Snowden, a za 5 lat coś tam. Sprzedałem już tę myśl Edwinowi, teraz sprzedaję tobie, to może coś z tego będzie [śmiech]. Jedno spotkanie, nie jakiś wielki raport [CC_AT].

5. BARIERY W ODDZIAŁYWANIU WIEDZY NA SFERĘ PUBLICZNĄ

Badanie „obiegi kultury” wywołało szereg konsekwencji, jednak pojawia się pytanie, na ile przyczyniło się do zmiany klimatu debaty publicznej wokół praktyk w domenie cyfrowej, wprowadzenia do niej nowych wątków czy wreszcie do podjęcia działań na rzecz zmiany polityk publicznych w badanym obszarze. Autorzy „Obiegów kultury” uważają, że siła oddziaływania badania była ograniczona. Według Mirosława Filiciaka uwikłanie badań w dyskusję o ACTA skróciło ich żywotność – szczególnie w środowisku akademickim – i sprawiło, że raport został potraktowany jako służący załatwieniu określonej sprawy.

Myślę, że te Obiegi bardzo dziś słabo pracują. Jak liczę swój indeks H, to widzę, ze raczej z „młodzi i media” coś skapuje, a Obiegi chyba zostały otamowane jako takie badanie do załatwienia bieżących spraw. Jak by było jakieś opracowanie z kręgu policy-making, to pewnie prędzej by był przypis do „Młodzi i media”, a nie do „Obiegów”. Trudno mi powiedzieć, skąd to isę bierze. Może użyteczność jest ograniczona, a może ktoś, żeby zacytować, musiałby się bardziej zgodzić z linią całości [CC_MF].

O ile Mirosław Filiciak, czyli osoba związana z instytucją naukową, uważa, że afiliacja badania nie miała większego znaczenia, jeżeli chodzi o odbiór raportu w środowisku akademickim (z czym zgadza się inny badacz związany z akademią, Mateusz Halawa, który uczestniczył w projekcie „Młodzi i media” i konsultował „Obiegi kultury”), o tyle Alek Tarkowski jest wręcz przeciwnego zdania.

(…) to jednak robi różnicę, ze jesteśmy poza obiegiem akademickim. Niby „Młodzi media” też się nie ukazali w żadnym artykule naukowym, ale wydaje mi się, że to jednak robi różnicę. My jednak mamy ISBN i definicja instytucji nauki jest taka, że ja jestem instytucją naukową, spełniam wymogi formalne, a jednak czuję różnicę [CC_AT].

Z wypowiedzi Tarkowskiego można wyczytać, że postrzega świat naukowy jako dosyć zamknięty i skoncentrowany na zdobywaniu kolejnych punktów do dorobku naukowego. Podobne zdanie na temat możliwości dialogu ze środowiskiem akademickim (a przynajmniej jego częścią) ma Beata Chmiel. Choć oboje są przekonani o konieczności współpracy z ludźmi nauki i dążą do niej, to zauważają bariery komunikacyjne między akademią a innymi instytucjami. Z ich wypowiedzi wynika, że przedstawiciele nauk społecznych mają problem z popularyzowaniem swoich badań i komunikacją z pozauniwersyteckim otoczeniem. Bywają też dość konserwatywni, jeśli chodzi o sposób prezentowania danych, co z jednej strony utrudnia odbiór wyników ich badań,  z drugiej – sprawia, że traktują z rezerwą badania innych instytucji prezentowane w innowacyjnej formie.

Ja czasami nie wiem, czym się zajmują polscy socjologowie i kulturoznawcy. Jak patrzę na moich kolegów za granicą, to oni polegają na tym, że budują sobie silne środowisko czy to prawników, czy ekspertów od polityki publicznej, czy właśnie badaczy. A u nas NP. tych ekonomistów się nie da znaleźć [CC_AT]

Myśmy robili prezentację tych badań, ale co charakterystyczne u antropologów na konferencji, a nie u socjologów. (…) Nasza wolność polega też na tym, ze możemy coś narysować pod parasolką. I to jest tez kwestia konserwatyzmu socjologów. Bo infografika jest teraz jednym z takich bardzo cenionych na świecie języków komunikacji trudnych kwestii [PISF_BCH].

Utrudniony dialog ze środowiskiem akademickim wydaje się być jedną z barier stojących na drodze do budowania zespołów, które mogłyby zajmować się określonymi problemami w bardziej długofalowej perspektywie: wprowadzać je do debaty publicznej i politycznej agendy oraz gromadzić wiedzę przekładającą się na tworzenie polityk publicznych. Obecnie instytucje spoza pola akademickiego wytwarzające wiedzę na temat szeroko pojętych praktyk kulturowych borykają się z problemem braku publiczności i partnerów do dyskusji. Uważają bowiem, że obieg wiedzy między nimi a akademią jest niedrożny, a obiegu alternatywnego brakuje.

Jak się kiedyś obudzę ze chciałbym robić habilitację, to się okaże, ze nie mam punktów i te wszystkie badania, które zrobiłem, są do niczego, bo nie zadbałem o prezentację na konferencji, bo nie dbam o prezentacje na konferencji. Ale ja się gdzieś czuję, ze to nie jest obieg… nie wiem jaki, nie ma obiegu NGOsowego. My nawet nie jesteśmy tak skrojeni (…)Ja tworzę sobie taką swobodę, która jest trochę szalona. Pewnie gdybym był racjonalny, ot bym każdy raport, który jest w szalonej postaci, był także… pracownik ma prikaz wypuścić artykuł naukowy. Żeby na koniec on trafiał do tego światka akademickiego. I pewnie będziemy do tego zmierzać [CC_AT].

Mówiąc o trudnościach we wprowadzaniu określonych kwestii dotyczących praktyk kulturowych do debaty publicznej, nie można ograniczyć się do barier w obiegu wiedzy między podmiotami odpowiedzialnymi za jej generowanie. Co najmniej równie istotny wydaje się opór po stronie instytucji, które mogłyby reagować działaniem na rekomendacje wynikające z badań, czyli administracji publicznej czy podmiotów prywatnych działających na rynku kulturalnym. Studium przypadku pokazało, że zarówno publiczni, jak i prywatni interesariusze niechętnie korzystają z empirycznej wiedzy. Badacze są świadomi, że administracja niechętnie poprzedza tworzenie dokumentów i strategii analizą stanu obecnego. Badanie „Obiegi kultury” miało być próbą wprowadzenia niezależnych badań do projektowania polityk publicznych i według autorów nie była to próba zakończona sukcesem.

Mnie interesuje, żeby robić badania, które nie są teoretyczne, tylko mnie interesuje pójście potem w świat i zajmowanie się strategiami i takimi rzeczami. I to była taka próbka – mamy różne strategie dotyczące kultury, włóżmy w nie dane badawcze. Oczywiście ja siedziałem wcześniej w różnych tych programach strategicznych i wiem, że urzędnicy tak nie pracują. Nawet jak te dane są, to one są omijane, przekrzywiane, ale była taka próba. I to się chyba średnio udało [CC_AT].

Blokowaniu wykorzystania badań w tworzeniu polityk publicznych sprzyja pokutujące wyobrażenie o istnieniu „neutralnej nauki”. Wobec tak zakrojonego ideału każde badanie prowadzone w pewnym kontekście sytuacyjnym, przez instytucję o określonym profilu działań może zostać zdyskredytowane jako nierzetelne, bo przyjmujące jakieś tezy na temat rzeczywistości i tym samym sprzyjające konkretnym interesom. Istotne jest to, ze trudno jest wprowadzić do debaty takie myślenie ‘evidence based’. I co więcej, okazuje się, ze ten ‘evidence’ nie jest obiektywny, bo natychmiast staje się przedmiotem politycznej analizy [CC_AT].

Okazuje się, że z problemem oporu wobec wykorzystywania analiz w działaniu spotykają się także podmioty, których badania skierowane są do aktorów prywatnych działających w polu kultury. Beata Chmiel wspomina, że na rynku polskim wyniki badania PISF-u nie zostały zaaplikowane – choćby eksperymentalnie – przez żaden podmiot z branży filmowej, mimo że proponowały modele gotowych rozwiązań, które mogłyby się przyczynić do poszerzenia widowni kinowej. Pełnomocniczka dyrektora PISF do spraw badań i rozwoju tłumaczy to konserwatyzmem branży filmowej. System jest regulowany praktyką wielkich studiów i żaden dystrybutor nie pójdzie na wojnę z nimi.  To jest bardzo konserwatywny przemysł i długo trwa tam opór przed innowacjami [PISF_BCH]. Wydaje się jednak, że za konserwatyzmem branży filmowej stoi tak naprawdę dążenie do ochrony partykularnych interesów, które mogłyby zostać zagrożone w efekcie rozwiązań rekomendowanych na podstawie badań. Wspomina o tym Alek Tarkowski w rozmowie zrealizowanej w ramach projektu „Spisek kultury”.

Okazuje się, że tam aktorem najbardziej przeciwnym zmianom jest zastany biznes oparty na dotychczasowych modelach. Należy o tym biznesie myśleć przede wszystkim jako o racjonalnym podmiocie kalkulującym. Że oni autentycznie nie widzą tych modeli jeszcze albo one im się nie kalkulują jeszcze jako aż tak atrakcyjne. Ale (…) wydaje mi się, ze jest uprawnione, żeby myśleć, że ktoś tu jest hamulcowym. Że jakiś interes partykularny szkodzi interesowi publicznemu. Bo wydaje mi się, że PISF robi bardzo dużo, żeby wykazać racjonalność ekonomiczną takiego nowego podejścia [CC_AT].

Diagnoza Tarkowskiego znajduje – przynajmniej częściowe – potwierdzenie w wypowiedzi prezes Legalnej Kultury, Kingi Jakubowskiej, która nie ukrywa, że jej niechęć wobec perspektywy proponowanej przez autorów „Obiegów kultury” wiąże się z doświadczeniem pracy w branży dystrybucji filmowej:

Zawsze miałam wątpliwości do Obiegów kultury, chociaż na początku byłam tak zielona w tym, co robię, ideowo, że nawet nie zdawałam sobie sprawy z jakichś takich moich fundamentalnych błędów. A jeśli chodzi o filmy, to ta teoria nigdy nie dotyczyła filmów, bo tylko muzyka ma charakter wielorazowości. A filmów nie oglądamy wiele razy, najwyżej dwa. Ja się zajmowałam 20 lat dystrybucją filmów i zawsze sobie postanawiałam, ze coś w tej sprawie zrobię, bo tak jak niszczycielską siłą było piractwo i tak, jak wiele razy doprowadziło nas prawie do bankructwa, to… i tyle, ile zniszczyło takiego dobrego klimatu wokół dystrybucji filmu, to może wiedzieć tylko ktoś, kto się tym zajmował [LK_KJ].

6. PODSUMOWANIE

Analiza przeprowadzona w ramach studium przypadku pokazała, że autorom raportu „Obiegi kultury” udało się:

    • wprowadzić wyniki badania do debaty toczącej się przy okazji planów podpisania przez Polskę porozumienia ACTA
    • zainicjować długofalowy proces generowania empirycznych danych na temat praktyk w domenie cyfrowej
    • przyczynić się do poszerzenia zakresu działań instytucji publicznej (Polski Instytut Sztuki Filmowej).

Przełożenie wyników badania na realne zmiany w obszarze tworzenia polityk publicznych z zakresu kultury było jednak ograniczone. Z wypowiedzi badanych rysuje się raczej pesymistyczna wizja perspektyw rozwoju dialogu na temat praktyk kulturowych, które budzą kontrowersje i uderzają w interesy części aktorów, a jeszcze trudniejsze wydaje się przełożenie go na działania z zakresu policy-making. Z analizy przypadku recepcji „Obiegów kultury” wynika, że szansy na rozwój debaty na temat tego typu praktyk należy upatrywać w:

    • prowadzeniu działalności badawczej przez podmioty różnego rodzaju – nie tylko sektor nauki i organizacje pozarządowe, ale też instytucje publiczne
    • rozwijaniu mechanizmów współpracy i przestrzeni dialogu między instytucjami akademickimi, publicznymi i trzecim sektorem
    • tworzeniu warunków do systematycznej i długofalowej debaty
    • budowaniu  trwałych zespołów (rekrutujących się z różnych środowisk) analitycznych i roboczych

7. ANEKS

Strona relacjonująca konwersatorium „Fraktale” omawiające wyniki „Obiegów kultury”

8. BIBLIOGRAFIA

1) „KP” – Wywiad Jasia Kapeli z Justyną Hofmokl

2) „Polityka” – Tekst Michała Bilewicza

Dane zebrane przez badaczy przeczą więc tezom ich raportu – a już szczególnie zwulgaryzowanej wersji tych tez, która szturmem wtargnęła do mediów. Słuszny opór wielu Polaków przeciwko sposobowi ratyfikowania ACTA i potencjalnym zagrożeniom swobód obywatelskich płynącym z tych porozumień stał się okazją do medialnej apoteozy piractwa, wspartej opiniami ekspertów opartymi na mało dokładnej analizie danych.

3) Gazeta Wyborcza – „Biznes Ludzie i Pieniądze”

4) „GW” – wywiad Miłady Jędrysik z A. Tarkowskim i M. Filiciakiem

5) „GW” – Felieton Wojciecha Orlińskiego o „Obiegach”; krytyka metodologii

6) Odpowiedź Mirka Filiciaka na krytykę Michała Bilewicza i Wojciecha Orlińskiego

7) Legalna Kultura/”Metro” o krytyce Agnieszki Odorowicz

8) Odpowiedź CC na wypowiedź Agnieszki Odorowicz

9) Portal egospodarka – relacja z badań

10) „Komputer Świat” – ACTA a premiera raportu

11) „Dwutygodnik” – wywiad z Alkiem Tarkowskim i Mirkiem Filiciakiem

12) „Dwutygodnik” – głosy w dyskusji po premierze raportu (nagranie)

13) „Newsweek” – refleksje po „Obiegach”

14) Tekst Piotra Cichockiego w „Kulturze Współczesnej”

15) Blog Magnolie

16) Smarter Poland – plusy i minusy raportu

17) Gra w Obiegi Kultury na festiwalu Kultura 2.0

18) Wyniki badań PISF

oraz:

http://www.e-polskiekino.pl/Raport_sum.pdf

19) Mirka Filiciaka recenzja badań PISF

20) Wyniki Badań Legalnej Kultury I

21) Wyniki Badań Legalnej Kultury II

22) Legalna Kultura o piractwie – teks z wykorzystaniem wyników Obiegów