DESK RESEARCH

Desk research

Tekst ten służyć ma przybliżeniu czytelnikowi warunków i kontekstów instytucjonalnego funkcjonowania oddolnych inicjatyw kulturalnych we współczesnej Polsce. Zawiera przegląd wybranych źródeł na ten temat – dokumentów Kongresu Kultury Polskiej i kilku badań prowadzonych metodą studiów przypadków (case studies).

1. Perspektywa teoretyczna

Zajmując się współczesnym instytucjonalnym aspektem funkcjonowania polskiej kultury, warto zacząć od rysu problemowego. Najciekawszym punktem wyjścia wydają się dokumenty ostatniego Kongresu Kultury Polskiej. Referenci poznańskiego spotkania działaczy i badaczy przedstawili ogólny zarys problemów i wyzwań stojących przed instytucjami kultury w Polsce, czasem ograniczając się do stawiania diagnoz, często jednak wychodząc od nich do snucia programów i wizji. W tej części przedstawione zostaną wybrane referaty z Kongresu, które następnie zestawione będą ze zmianami w działaniu kultury i myśleniu o niej, jakie dokonały się przez ostatnie sześć lat.

Instytucje kultury w czasach kryzysu – diagnozy i wizje zaprezentowane podczas Kongresu Kultury Polskiej

Książka Instytucje kultury w czasach kryzysu1 stanowi pokłosie konferencji pod tym samym tytułem, zorganizowanej w 2009 roku w Poznaniu pod patronatem Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego Bogdana Zdrojewskiego oraz Instytutu Kulturoznawstwa UAM. Zebrane w niej referaty prezentują różnorodne i komplementarne wobec siebie podejścia do problemu funkcjonowania kultury we współczesnym świecie. Jak pisze we wstępie Jacek Sójka, podczas konferencji zrodził się zasadniczy spór: według jednych problem z funkcjonowaniem instytucji kultury w Polsce wynika z tego, że stanowią one ostatni relikt „realnego socjalizmu”, dla innych zaś głównym kłopotem jest dostosowanie tych instytucji do bezwzględnych realiów rynkowych. Zdiagnozowano ważne problemy instytucjonalnego poziomu funkcjonowania kultury i jej styku z instytucjami państwa i samorządu oraz społeczne aspekty jej funkcjonowania. Wyhamowanie tempa wzrostu PKB w roku 2009 zbiegło się w czasie z kryzysem dotychczasowych sposobów funkcjonowania instytucji kultury w kraju.

Piotr Landsberg zwraca uwagę na fundamentalne zmiany społeczne: rozproszenie dotychczas stosunkowo jednolitego stylu życia i ukształtowanie się wielości nowych sposobów refleksyjnego przeżywania świata. Nawet w niebywale homogenicznym etnicznie i językowo społeczeństwie polskim nietrudno zaobserwować to zjawisko: badacz pisze o wykwicie subkultur i odmiennych stylów życia, grup takich jak „mieszczanie”, „studenci” czy „emeryci”. Zdaniem autora nie widać na razie prób dostosowania do nowej sytuacji w obrębie tradycyjnych instytucji.

Jan Wojciechowski wyróżnia zaś cztery główne strategie, które może rozwinąć państwo wobec kultury. Są to:

1) Strategia typowa i bardzo „polska” – nic nie robić, przeczekać.

2) Strategia (neo)liberalna. Zakłada dalszą pragmatyzację sfery kultury i poddanie jej działaniom procesów rynkowych. Postulowane według niej zmiany to decentralizacja zarządzania, stosowanie nowych form zatrudnienia oraz menedżeryzacja zarządzania instytucjami.

3) Strategia zakładająca wyraźną interwencję w rozwój kultury i ingerencję w funkcję symboliczną. Zdaniem autora może mieć ona charakter albo socjaldemokratyczny, albo konserwatywno-narodowy, ale sposób interwencji w kulturę jest dla obu podobny, choć ma różne zwroty. Może ona zakładać zwiększenie autonomii kultury.

4) Strategia „rewolucyjna”, która rolę kultury widzi w kwestionowaniu istniejącego porządku ponowoczesnego kapitalizmu. Zakłada ona pełną, egalitarną partycypację w procesach tworzenia i odbioru kultury.

Pomijając pierwszy typ, którego sformułowanie ma charakter raczej publicystyczno-prześmiewczy niż merytoryczny, mamy tu do czynienia z ciekawą typologią i zarysowaniem dość szerokiego spektrum możliwości rozwoju kultury. Uwagę może przykuć fakt, że „ingerencji w funkcję symboliczną” nie przypisano do strategii (neo)liberalnej – w pewnym sensie nie zakłada ona bezpośredniego kształtowania tej sfery, jednak kwestią wartą zbadania pozostaje to, w jaki sposób i na ile jej model przyczynia się do tworzenia treści symbolicznych obecnych w kulturze.

Jerzy Hausner w swoim tekście opisuje problemy i szanse wynikające z wejścia kultury na arenę gospodarki rynkowej. Pewnym zagrożeniem jest wysoka elastyczność dochodowa popytu na kulturę. Cytowane przez niego badania wskazują, że dla zdecydowanej większości gospodarstw domowych kultura znajduje się na pierwszym miejscu listy dóbr do ograniczenia bądź rezygnacji w wypadku spadku dochodów. Jako zagrożenie wskazuje też wzrastającą inflację, która przy długookresowym wydawaniu środków unijnych prowadzi do spadku ich realnej wartości. Kultura – przynajmniej w aspekcie finansowym – staje się podatna na wahania koniunktury wynikające z cykli ekonomicznych i towarzyszące temu zjawiska. Hausner proponuje kilka zmian, które jego zdaniem mają szansę przysłużyć się polskiej kulturze. Zmiany te dotyczą sfer ekonomii i zarządzania. Postuluje on między innymi:

1) Stworzenie spójnej wizji rozwoju kultury na poziomie ministerstwa.

2) Pozbawienie instytucji kultury parasola ochronnego ze strony państwa i zredukowanie finansowania kultury do obostrzonego wymogami, warunkowego wsparcia w miejsce relacji, które jego zdaniem mają obecnie charakter „klientelistyczno-paternalistyczny”.

3) Ograniczenie wpływów związków zawodowych i zwiększenie roli nowych typów zatrudnienia, takich jak outsourcing.

Michał Kulesza postuluje natomiast wprowadzenie zasad konkurencji między instytucjami państwowymi i niepaństwowymi działającymi na równych prawach. Jego zdaniem kultura niezasłużenie pozostaje w Polsce ostatnim bastionem gospodarki centralnie planowanej i związanego z tym poczucia błogiego bezpieczeństwa, które nie motywuje do intensyfikacji działań i innowacyjności. Badacz proponuje również ścisły rozdział zadań menedżera i kierownictwa artystycznego, na wzór prywatnych placówek zdrowotnych, w których „prezes spółki nie musi być lekarzem”.

Tekst Agaty Siwiak poświęcony jest być może najistotniejszej cesze współczesnej działalności kulturalnej – projektowości. Autorka zwraca uwagę na doskonałe funkcjonowanie takiego modelu zarządzania kulturą w przypadku niektórych działań (zwłaszcza o charakterze festiwalowym). Jednocześnie zaznacza, że ten model finansowania kultury jest dla wielu instytucji całkowicie niesatysfakcjonujący, nie zapewnia bowiem ciągłości działań i nie umożliwia długookresowego planowania, które w przypadku wielu instytucji kultury jest niezbędne. Siwiak postuluje wyjście poza wyłącznie projektowe metody dofinansowywania i wprowadzenie takich, które zapewnią większą stabilność (niestety nie podaje szczegółowych propozycji). Pieniądze na instytucje trzeciego sektora autorka proponuje pozyskać z deetatyzacji i oszczędności w państwowych instytucjach kultury – stabilność działania jednych miałaby zatem zostać zbudowana kosztem stabilności zatrudnienia i działania innych.

Trzy omówione powyżej teksty zdają się, prawie bez wyjątków, wpisywać w (neo)liberalny schemat typologii Wojciechowskiego. Cięcie kosztów, brak stabilności, zniesienie autonomii kultury i jej jak najpełniejsze urynkowienie – oto skrócona recepta Hausnera, Kuleszy i Siwiak na poprawę bytu polskiej kultury AD 2009.

2009/2015 – kontynuacje i zmiany

Od 2009 nie odbył się kolejny Kongres Kultury Polskiej, zatem dokumenty tamtego nadal pozostają istotnym punktem odniesienia. Warto jednak podkreślić, że jest to bardziej odniesienie do tego, jakie poglądy i wizje stają się znamieniem przeszłości, niż prosty wykaz dominujących tendencji. Warto zastanowić się nad tym, w jakim kierunku podąża od tamtego czasu kultura i myślenie o niej, a także – jakim zmianom uległy przez ten czas przekonania uczestników kongresu. W tej części przedstawiona zostanie refleksja nad tym, jak ostatni, dość dawny z punktu widzenia wciąż zmieniającej się rzeczywistości kongres ma się do stanu na rok 2015.

Od roku 2009 nastąpiły znaczne zmiany w sposobie patrzenia na kulturę. Liberalny dogmatyzm i podporządkowanie kultury odartym z sentymentów prawom rynku stopniowo traci rangę podejścia hegemonicznego. To, co dzieje się w sferze kultury, stanowi pokłosie szerszego zjawiska – kryzys roku 2008 zapoczątkował zasadniczy, choć powolny koniec hegemonii dyskursów neoliberalnych.

W ciągu ostatnich sześciu lat nastąpiło stopniowe dowartościowywanie kultury jako sfery autonomicznej, która powinna cieszyć się dużą niezależnością od mechanizmów rynkowych i ich kaprysów. Zwraca się uwagę, że część istotnych dla funkcjonowania danych społeczności przedsięwzięć kulturalnych nigdy nie miałaby szansy utrzymać się bez pomocy państwa, czy to bezpośredniego wsparcia, czy przynajmniej polityk dowartościowujących kulturę działającą w trudnych obszarach. Legendarne już, cytowane po wielokroć (zarówno poważnie, jak i ironicznie) hasło „Balcerowicz2 musi odejść” zdaje się dotyczyć coraz bardziej także sfery kultury. Zmiana ta ma rzecz jasna charakter stopniowy – już na kongresie w 2009 roku postać byłego wicepremiera stała się główną osią sporu i symbolicznym punktem ataków tych panelistów, którzy prezentowali bardziej integralną i całościową wizję polityki państwa wobec kultury. Symboliczna może być tu zmiana postawy Jerzego Hausnera – pięć lat po kongresie kultury mówi on już zupełnie innym tonem: podkreśla niemożność redukcji kultury do jej „wkładu w PKB”, zwraca też uwagę na trudności i różnice między „Warszawą a byłymi wsiami PGR-owskimi”. Poglądy Hausnera, postaci sztandarowej dla badań nad współczesną polską kulturą i ekonomią kultury, zdają się ewoluować. By użyć terminu Wojciechowskiego: Hausner odchodzi od (neo)liberalnej strategii dla kultury. Trudno jednak przyporządkować kierunek, w jakim zmierza, któremukolwiek z typów opisanych przez Wojciechowskiego – nie jest to prosty zwrot w stronę strategii „interwencyjnej” ani tym bardziej „rewolucyjnej”; jest to raczej niuansowanie i podejście instytucjonalistyczne, każące szukać indywidualnych i odmiennych aspektów i kontekstów (społecznych, artystycznych, rynkowych) funkcjonowania poszczególnych typów działalności kulturalnej.

Aktualne pozostaje postawione przez Landsberga pytanie o to, na ile kultura dostosowuje się do sytuacji rozczłonkowania społeczeństwa – trudno powiedzieć, by od 2009 roku wyłoniły się jakieś jej sektory specjalnie targetowane pod konkretne grupy społeczne. Mimo że istnieją wspierane publicznymi projektami działania skierowane do konkretnych grup (np. działalność „Krytyki Politycznej” – do młodej inteligencji, „nowych mieszczan” i ambitnych studentów, a programy domy kultury w małych i średnich miastach – do emerytów), to trudno mówić, by był to wyraz jakiejś szerokiej, całościowej wizji, która kieruje tymi procesami. Jest to raczej wynik wypadkowej sił obecnych w poszczególnych środowiskach, a państwo wspiera te działania w oparciu o fragmentaryczne ekspertyzy, nie posiadając jednocześnie spójnego programu dla danych grup. Targetyzacja instytucji kultury, którą postulował Landsberg, dokonuje się zatem raczej oddolnie (i można stwierdzić, że chaotycznie), a nie wynika ze świadomej polityki.

Coraz istotniejszym zjawiskiem staje się natomiast opisywana przez Siwiak projektowość. Małe, niezależne instytucje kultury mają możliwość pozyskania funduszy jedynie na „projekty”, właściwie nie ma możliwości otrzymania stałego dofinansowania. Owocuje to z jednej strony silniejszą motywacją do konstruowania działań w sposób dający wymierne efekty, z drugiej – przestojami w finansowaniu i utratą kontaktu z odbiorcami w okresach „posuchy grantowej”. Doraźność i nastawienie działań na cel zapewnia ich przejrzystość, niestety często kosztem płynności funkcjonowania. Wielce prawdopodobne, że to właśnie projektowość, ze wszystkimi jej zaletami i wadami, jest głównym czynnikiem determinującym stan współczesnych instytucji kultury.

Koniec ośmioletnich rządów Platformy Obywatelskiej zdaje się zwiastować – by użyć uproszczenia – koniec strategii (neo)liberalnej i nadejście czasów strategii interwencyjnej, która pod rządami Prawa i Sprawiedliwości będzie miała rzecz jasna charakter zdecydowanie i otwarcie konserwatywny. Pierwsze zapowiedzi nowego ministra kultury Piotra Glińskiego zdają się świadczyć o tym, że państwo przez najbliższe cztery lata będzie prowadziło politykę interweniowania nie tylko w instytucjonalny, ale również (a być może przede wszystkim) w aksjologiczny aspekt kultury, promując wartości narodowe i katolickie. Metody i sposób realizacji tego programu na chwilę obecną (listopad 2015) pozostają jednak jeszcze niepoznane.

2. Przypadki działań – specyfika i konteksty

W tej części tekstu przedstawione zostaną wyjątki ze studiów przypadków różnych działań kulturalnych. Celem tych badań nie było stworzenie katalogu istniejących działań, lecz raczej skonstruowanie roboczej typologii w oparciu o wybrane przypadki.

We współczesnej Polsce mamy do czynienia z szerokim spektrum oddolnych działań kulturalnych i animacyjnych. Nie sposób dokonać jednej, uniwersalnej typologii ich cech specyficznych. Można podzielić je według co najmniej kilku osi: działania incydentalne / długotrwałe, posiadające / nieposiadające formy prawnej, wiejskie / miejskie czy sieciowe / „realne”. Na potrzeby tego tekstu podjąłem jednak próbę roboczej klasyfikacji według kryterium kapitału kulturowego i społecznego (oraz w mniejszym zakresie ekonomicznego) ich odbiorców i twórców. Na dwóch przeciwnych biegunach znajdą się zatem działania adresowane do więźniów i działania adresowane do młodych przedsiębiorców z innowacyjnych branż.

Obszary trudne społecznie

Warto zwrócić uwagę na oddolne inicjatywy kulturalne pojawiające się w średniej wielkości byłych miastach wojewódzkich. Są one szczególnie istotne ze względu na warunki zastane w tych ośrodkach: instytucjonalną pustkę i społeczny regres. Miasta rozbudowane w epoce gierkowskiej reformy administracyjnej w latach 90. straciły swoje bodźce rozwojowe w postaci instytucji szczebla wojewódzkiego. Zjawisko to zbiegło się w wyjątkowo niefortunny sposób ze znikaniem miejsc pracy w przemyśle, który najczęściej stanowił główny motor rozwoju tych miejscowości. Problemem jest także znaczący odpływ ludności (zwłaszcza tej w wieku produkcyjnym) do większych ośrodków miejskich, w tym za granicę. Inicjatywy podejmowane w byłych miastach wojewódzkich i innych średnich ośrodkach muszą zatem działać w relatywnie trudniejszych warunkach niż podobne przedsięwzięcia w Warszawie czy Wrocławiu. Ich charakter różni się też od znacznej części działań wiejskich – tam istotną rolę pełnią bowiem najczęściej tymczasowi goście spoza miejscowości, podczas gdy inicjatywy w małych i średnich miastach (podobnie jak w większych ośrodkach) są zazwyczaj dziełem osób mieszkających tam na stałe.

Ciekawą, spełniającą te kryteria inicjatywą jest stowarzyszenie „Nie z tej bajki” z Ostrowca Świętokrzyskiego3. Jego aktywiści podjęli próbę odrestaurowania robotniczej i przemysłowej pamięci Ostrowca. Autorzy raportu „Kultura i rozwój” zwracają uwagę, że stowarzyszenie, nie będąc w żadnej mierze instytucją państwową, wypełniając za to społeczną i symboliczną pustkę pozostawioną przez dezindustrializację, zmianę struktury społecznej i odżegnującą się od robotniczego dziedzictwa miasta politykę historyczną władz, spełnia tak naprawdę zadania instytucji publicznych.

Tymczasem, nawet jeśli wziąć w nawias prywatny czy pozarządowy charakter tej aktywności, w istocie działania te są odtwarzaniem i rekompozycją przestrzeni publicznej” – czytamy w raporcie końcowym „Kultura i rozwój”.

Autorzy tego opracowania zwracają uwagę na wytwarzanie przez tego typu działania nowej formy wspólnotowości: wreszcie działacze kulturalni nawiązują kontakt z mieszkańcami, pytając ich o stosunek do robotniczego dziedzictwa i konsultując z nimi swoje działania.

Podobnie zdegradowanym społecznie terenem postindustrialnym jest krakowska Nowa Huta. Dzielnica, w której mieszka ponad jedna trzecia ludności Krakowa, wciąż nie jest do końca jego częścią – ani infrastrukturalnie, ani symbolicznie. Po faktycznym upadku kombinatu im. Sędzimira brakuje całościowej wizji rozwoju dzielnicy, nowohuckie problemy są od dwudziestu lat konsekwentnie ignorowane przez magistrat, wciąż na porządku dziennym jest podkreślanie symbolicznej gorszości nieudanej socjalistycznej utopii wobec mieszczańskiego i konserwatywnego starego Krakowa. Ciekawą inicjatywą, która zagnieździła się na stałe w Hucie, jest teatr Łaźnia Nowa. Mimo dość standardowych i mieszczańskich początków (grupa studentów Akademii Teatralnej założyła nieoficjalne miejsce spotkań na Kazimierzu), Łaźnia ma dziś odmienne oblicze: ze względu na podwyżki czynszów wynikające z błyskawicznie postępującej gentryfikacji urokliwego Kazimierza ekipa zmuszona była przenieść się na nowohuckie peryferie. Ze zmianą lokalizacji wiązała się również zmiana podejścia do uprawianej działalności. Instytucja, która początkowo funkcjonowała raczej w wąskim kręgu znajomych, wraz z przenosinami do Huty otwiera się na zupełnie nowy model działania. Jak wspomina jej twórca i animator, reżyser Bartosz Szydłowski:

Pierwsze, co chciałem zrobić, to stworzyć takie miejsce, które nie będzie jak statek kosmiczny, który wyląduje z propozycją, jak wszystkich uszczęśliwić. Chciałem raczej na tyle się wsłuchać w tę rzeczywistość, żeby dać sygnał, że ona jest dla mnie ważniejsza niż ja sam z własną wizją. Aby ludzie uwierzyli w dobre intencje tworzenia tego miejsca, które stworzone jest dla nich, by uwierzyli, że funkcjonujemy w rzeczywistości lepszej, niż jest ona opisywana w mediach”4.

Łaźnia podjęła odważną i udaną próbę włączenia się w życie lokalnej społeczności. Jej przedsięwzięcia, realizowane zarówno z młodzieżą, jak i z osobami starszymi, w raporcie „Kultura i rozwój” określone są jako „inwestycja w upodmiotowienie”. Upodmiotowienie grupy wykluczonej, jak twierdzą autorzy opracowania,

przynosi całemu społeczeństwu mierzalny zwrot finansowy, dostrzegalny jednak nie od razu, ale w długiej perspektywie bardzo pewny i stabilny. Grupa ta przestaje być obciążeniem dla społeczeństwa, między innymi poprzez zniknięcie skutków ubocznych i wysokich kosztów jej wcześniejszej opresji (…). Przede wszystkim jednak, poszerzenie gamy dostępnych dla tej grupy możliwości i wyborów, w sposób trudny do policzenia, polepsza jakość kapitału ludzkiego, agregowanego na poziomie całego społeczeństwa.

Takie rozumienie wpisuje się w przedstawiony przez autorów raportu we wstępie całościowy obraz kultury jako smaru dla mechanizmów funkcjonowania gospodarki i społeczeństwa. Oprócz aspektu humanitarnego (redukcja stresu, poczucia zbędności czy społecznego niedostosowania wśród członków danej grupy) działanie takie pełni zatem rolę „agenta zmiany. Jest to istotny termin używany w raporcie na określenie działania, które przychodząc z zewnątrz, pełni istotną rolę aktywizacyjną i upodmiotawiającą dla danej społeczności. Podobny charakter miała też akcja dostarczania książek więźniom, zorganizowana przez Praską Bibliotekę Sąsiedzką i sympatyków warszawskiej Legii. Upodmiotowiła ona jednocześnie dwie grupy posiadające niski status symboliczny: więźniów i kibiców.

Grupami zdelegitymizowanymi i uznawanymi za „trudne” zajmuje się także olsztyńskie Stowarzyszenie „Tratwa”. Postawiło ono sobie za cel działalność czerpiącą z wymiany kulturowej między różnymi grupami społecznymi.

Działania te wydają się spełniać kryterium fraktalności – wydaje się, że przedsięwzięcie Praskich Bibliotek Sąsiedzkich, działania ostrowczan czy prowadzenie warsztatów dla grup o niskiej legitymizacji nie muszą stanowić specyfiki konkretnie tych miejsc. Charakter opisywanych tu zjawisk wydaje się nieść potencjał uniwersalny – dają się one z łatwością aplikować w podobnych kontekstach, czy to geograficznych (byłe miasta wojewódzkie, upadłe ośrodki przemysłowe), czy też społecznych.

Działania na styku kultury i biznesu

Działania na styku kultury i biznesu najczęściej adresowane są do osób o stosunkowo wysokim kapitale ekonomicznym i kulturowym. Sam fakt wejścia biznesu do kultury często implikuje koncentrację na specyficznej grupie docelowej: przedsiębiorcach, biznesmenach czy osobach utrzymujących się z prac wymagających znacznych kompetencji, specjalistach w swoich dziedzinach. Działania takie pod względem profilu adresatów zasadniczo różnią się od inicjatyw skierowanych do środowisk o niskiej legitymizacji kulturowej czy zagrożonych wykluczeniem społecznym. Od początku transformacyjnych sporów o kulturę poglądy na jej urynkowienie i stosunek do relacji biznes–kultura ulegały silnej polaryzacji. Z jednej strony nawoływano do pełnego urynkowienia kultury, z drugiej zaś istnieje znaczna grupa osób zajmujących się tym tematem, która oskarża „modernizatorów” o chęć zaprzestania państwowego finansowania kultury, co nieuchronnie doprowadziłoby do regresu. Jednym z miejsc, gdzie spór ten przybrał szczególnie gorący charakter, była konferencja Instytucje kultury w czasach kryzysu, która odbyła się w Poznaniu w roku 20095. Niezależnie od stanowiska zajmowanego w tym sporze coraz powszechniejsza staje się tendencja do myślenia o kulturze w kategoriach ekonomicznych. Czy będzie to bezpośredni zysk ekonomiczny, jak w przypadku zwolenników komercjalizacji kultury, czy też niedający szybkich efektów napęd do całościowego funkcjonowania społeczeństwa i gospodarki, to zmiana języka używanego wobec kultury pozostaje faktem.

Wzorcowym przykładem działania na styku kultury i biznesu jest Zamek w Cieszynie. Instytucja ta, powstała u progu XXI wieku, swoje początki zawdzięcza finansowaniu ze środków wojewódzkich i unijnych. Ideą twórców Zamku było „łączenie sztuki z biznesem”, a przedsiębiorcy od początku byli głównymi interesariuszami. Mimo finansowania w przeważającej mierze przez budżety publiczne większość organizowanych tam wydarzeń i szkoleń jest płatna i dotyczy dość wąskich grup – designerów i przedsiębiorców zainteresowanych wprowadzeniem śląskiego designu do swojej oferty. Ten ekskluzywny charakter przedsięwzięcia stoi u źródeł konfliktu Zamku z lokalną społecznością. W badaniu przedstawiono opinie mieszkańców, według których sowite finansowanie Zamku odbiera fundusze innym, bardziej „tradycyjnym” instytucjom kultury, służąc jedynie bardzo specyficznej grupie. Sytuacja ta każe postawić pytanie o zasadność finansowania nieinkluzywnych przedsięwzięć z budżetu państwa i skłania do zastanowienia się nad sprzecznymi oczekiwaniami poszczególnych grup interesariuszy.

Inny przykład działania na styku biznesu i kultury stanowi projekt Cohabitat, którego twórcy podjęli wyzwanie budowy domów z ekologicznych surowców. Aktywiści Cohabitatu promują szeroko rozumianą ekologię i zdrowy tryb życia, w swoich laboratoriach tworzą także opensource’owe oprogramowanie. Pieniądze na część projektów zebrano w ramach akcji crowdfundingowej, której wielkość kilkakrotnie przebiła dotychczasowe zbiórki tą metodą. Projekt wychodzi od idei budowania wspólnotowości wbrew panującym stosunkom wszechobecnego urynkowienia i powierzchownych relacji międzyludzkich. Opiera się on w znacznej mierze na pracy wolontariuszy, między innymi więźniów. Jednak warunki wejścia do tej społeczności nie są do końca egalitarne – by pozwolić sobie na dwuletni kurs prowadzenia ekologicznego gospodarstwa (wymogiem jest tu zakwaterowanie w ośrodku), trzeba mieć dużo wolnego czasu i wysoki poziom bezpieczeństwa materialnego. Projekty promowane przez tę inicjatywę znacząco przekraczają możliwości finansowe większości Polaków. Największy planowany projekt Cohabitatu – budowa ekologicznego osiedla w rejonie aglomeracji łódzkiej – również ma wysokie pod względem finansowym warunki wejścia. Mimo prowadzenia działalności w formie prawnej fundacji, jeśli chodzi o ilość opłat za szkolenia Cohabitat sytuuje się blisko profilu standardowej działalności gospodarczej. Przedsięwzięcie nie ma zatem charakteru egalitarnego – istnieją liczne bariery finansowe, czasowe i społeczne.

3. Działania trudne do sklasyfikowania

Spacer jako podmiotowość i wspólnota – przykład warszawskiego Grochowa

Typem działań o niejednorodnym klasowo charakterze są tematyczne spacery miejskie. Niedawna (2011) deregulacja zawodu przewodnika to niejedyna przyczyna urodzaju tego typu aktywności. Spacer, co jest jasne dla czytelników znających choćby figurę flâneura, stanowi nie tylko aktywność fizyczną, ale przede wszystkim sposób recepcji kultury. Przedsięwzięcia tego typu opisują w swoich badaniach studenci Instytutu Etnologii i Antropologii Kulturowej UW. Przygotowana przez nich teoretyczna konceptualizacja tego rodzaju działalności w skrócie prezentuje się następująco:

Wspólne spacerowanie to przemierzanie różnorodnych przestrzeni życia. Jest też odkrywaniem multilokalności miasta, która wiąże się z przyjęciem założenia, że każde miejsce (w sensie fizycznym) jest polisemiczne – dla różnych osób może nieść zupełnie odmienne znaczenia. Miasto to palimpsest.

Cytowane badanie opisuje inicjatywy mieszkańców warszawskiej Pragi-Południe (przede wszystkim jej najstarszej części, Grochowa) – rozproszone, niesformalizowane i nieposiadające jednej instytucjonalnej ramy. W organizacji wydarzeń biorą udział takie organizacje jak Stowarzyszenie imienia Szymona An-skiego, Klub Kicia Kocia, Stowarzyszenie Proszę Bardzo, Butem po Wawie czy Praska Ferajna. Ważna jest także współpraca z tradycyjną państwową instytucją, jaką jest warszawski oddział PTTK.

Opisywane tu wycieczki po mieście nie są oparte na „tradycyjnym”, autorytatywnym modelu oprowadzania, skupionym na dominujących narracjach, takich jak historia polityczna, historia elit społecznych czy architektura ograniczona do pałaców i gmachów użyteczności publicznej. Ta zmiana podejścia ma daleko idące konsekwencje. Po pierwsze, wytwarza się nowa wspólnotowość – tego rodzaju wydarzenia nierzadko stanowią okazję do nawiązania kontaktów między nieznającymi się, rozproszonymi w anonimowej tkance miasta mieszkańcami dzielnicy. Jest to doskonały przykład budowania kapitału społecznego na poziomie lokalnym. Co więcej, rezygnacja z dominujących narracji na rzecz lokalnej zwyczajności, bazarowych mikroświatów, niedocenianych osiedli powojennego modernizmu czy niemal zapomnianej przedwojennej PPS-owskiej spółdzielczości służy dowartościowaniu grup dotychczas pozbawionych swojej narracji. Przewodniczka po jednym ze spacerów wspominała:

Byliście na spacerze i zauważyliście na pewno (…) takich starych grochowiaków. (…) Kilka razy mi się zdarzyło, że ci starsi panowie, jak oni też tam są, to do mnie podchodzą i coś mi jeszcze mówią. «Tu sobie przypomniałem, tu było coś tam». Na przykład, taki starszy pan, to mi opowiadał jeszcze, że on sobie przypomniał, że tu był żydowski dom publiczny… To też jest interakcja. (…) Na przykład ten młody człowiek (…), którego też widzieliśmy na spacerze. Ja pokazałam zdjęcie, a on powiedział: «To jest mój dziadek»”.

Dlatego właśnie działanie jest trudne do klasyfikacji ze względu na klasowy charakter uczestników: z jednej strony jego trzon stanowi wielkomiejska klasa średnia i studenci, z drugiej zaś, szukając nienormatywnych narracji, nawiązuje ona współpracę ze światem starszych osób wrośniętych w robotnicze przedmieście, jakim był Grochów ich młodości. Według organizatorów przedsięwzięć warunkiem możliwości popularyzacji tego rodzaju inicjatyw było pojawienie się portali społecznościowych, w szczególności Facebooka. Umożliwił on komunikację w ramach nowych sieci informacji, których dawniejsze metody, takie jak plakatowanie czy umieszczenie informacji na drzwiach lokalnej kawiarni, nie pozwalały stworzyć.

Teatr Realistyczny w Skierniewicach

Teatr Realistyczny w Skierniewicach od początków swojej dwudziestoletniej historii znajduje się w ścisłej czołówce polskich teatrów niezależnych. Inicjatywa wyrosła w kontrkulturowym środowisku nie bała się przyjąć z czasem instytucjonalnego charakteru. Teatr, który zaczynał od działań artystycznych, stopniowo skręcał w stronę animacji kultury, choć, jak podkreśla jego zespół, „zawsze te działalności postrzegano jako integralne”. Zmiany siedzib, przestoje w źródłach finansowania, zmiana formy prawnej, wymiana pokoleniowa – to wszystko nie zakłóciło funkcjonowania grupy. Działania stricte teatralne, mimo braku barier finansowych (od dawna spektakle są w całości darmowe, przedtem pobierano symboliczne opłaty nieprzekraczające 5 zł) skupiają raczej lokalną klasę średnią i studentów z Warszawy i Łodzi spędzających w Skierniewicach weekendy. Inny charakter mają działania animacyjne. Choć adresowane są do różnych grup (licealiści, dzieci, dorośli), to znaczna ich część (a także chronologicznie najwcześniejsze działania) koncentruje się na grupach zagrożonych wykluczeniem społecznym – młodzieży i dzieciach z ubogich podwórek w najstarszej części miasta. W przypadku Teatru Realistycznego mamy zatem do czynienia z ciekawym klasowym dualizmem: działania stricte artystyczne przyciągają klasę średnią, podczas gdy znaczna część działań animacyjnych koncentruje się na problemach klasy ludowej.

 

Działania Fundacji Orange

Akademia Orange

Akademia Orange (jeden z głównych projektów Fundacji) jest przypadkiem pod wieloma względami odrębnym od omówionych: kapitał dużej, międzynarodowej korporacji (ze przeważającym udziałami francuskimi, państwowymi i prywatnymi) umożliwia różnorodne działania, które nie zawsze możliwe są dla działających oddolnie zapaleńców i aktywistów. Fundacja angażuje się przede wszystkim w projekty szerzące wiedzę o nowych technologiach i innowacyjnych rozwiązaniach. Akademia współorganizowała warsztaty dla dzieci ze Świetlicą Krytyki Politycznej w Cieszynie, organizowała kilka edycji warsztatów dla dzieci i młodzieży, gdzie uczestnicy mogli np. współtworzyć aplikacje na licencjach creative commons. Akademia stawia sobie za cel działanie w obszarze technologii i metod edukacyjnych zazwyczaj zaniedbywanych w tradycyjnym, instytucjonalnym szkolnictwie. Gry miejskie wykorzystują smartfonowe aplikacje, młodzież tworzy hiperteksty poświęcone swoim miejscowościom. Do tworzenia muralu wykorzystana została pomoc dronów. Działania dotyczą terenów o bardzo różnorodnym zapleczu społecznym – odbywają się zarówno w dobrych warszawskich liceach, jak i wiejskich i małomiasteczkowych gimnazjach. Młodzież dzięki projektom Akademii nabywa „miękkie” kompetencje, przydatne nierzadko bardziej niż „twarda”, książkowa wiedza.

Akademia Orange prowadzi również program wsparcia dla różnorodnych projektów adresowanych do dzieci i młodzieży. Projekty te zgłaszane są przez oddolne i lokalne organizacje, a zwycięskie realizowane są potem wspólnie z Akademią. Spektrum wspieranych działań jest bardzo szerokie. Dotyczy ono tak różnorodnych dziedzin jak działania z zakresu edukacji historycznej czy działań artystycznych aż po nowe technologie i programowanie.

Oprócz prowadzenia działań Akademia tworzy także ogólnodstępną, internetową bazę materiałów opartych na licencjach Creative Commons.

Projekty podzielone są na dwanaście kategorii. Są to

1) archiwum lokalne

2) film

3) fotografia

4) gra miejska

5) medialab

6) muzyka i dźwięk

7) obraz

8) programowanie

9) projekt marzeń

10) relacje

11) sztuki plastyczne

12) teatr

Kategorie te bardzo często zazębiają się ze sobą – omawiane działania nierzadko przynależą do dwóch, albo nawet trzech kategorii. Na wybranych przykładach zwycięskich projektów postaram się przedstawić spektrum działań wspieranych przez Akademię Orange.

Archiwum lokalne.

To zbiór działań poświęconych konkretnym miejscom i ich historiom. W ramach tej kategorii prowadzone są różne typy działań, od wystaw (np. poświęconej obecności Czesława Miłosza w Krasnogrudzie) po rekonstrukcje historyczne (np. rekonstrukcja bitwy z okresu II wojny światowej w Niedrzewicy Dużej). Działania te dotyczą w dużej mierze małych miejscowości i wsi.

Przykładowo w ramach projektu „Uniejów w fotokodach” w Uniejowie (woj. Łódzkie) gminna biblioteka przy wsparciu Akademii przeprowadzono następujące działania: dwie tematyczne gry miejskie (z wykorzystaniem aplikacji na smartfony) oraz rozmieszczono w dziesięciu charakterystycznych punktach miejscowości interaktywne tablice informacyjne. W grach miejskich wzięło udział po 150 osób, a tablice interaktywne od ponad roku regularnie wykorzystywane są przez mieszkańców i turystów. W organizacji gry miejskiej wykorzystano, oprócz faktów z historii miasta, elementy okolicznych legend.

Inne działanie to „Buum”, w ramach którego seniorzy opowiadali młodzieży o grach i zabawach podwórkowych swojej młodości, z zamiarem by ci zrealizowali ich interaktywne odpowiedniki. W zamierzeniu autorów projektu stanowić miały one „alternatywę dla tandetnych plastycznie gier wideo dostępnych obecnie w sieci”. Projekt zgłoszony został przez Stowarzyszenie „Z siedzibą w Warszawie”, a wykonany przy współpracy (oprócz rzecz jasna Akademii) takich partnerów jak Gazeta Wyborcza Białystok, Mazowieckie Centrum Kultury i Sztuki czy Stowarzyszenie Miłośników Kultury Ludowej. Realizowany był on w dwóch województwach: Mazowieckim i Podlaskim2.

Jeszcze innym działaniem było tworzenie fotomapy Zgierza przez dzieci z lokalnej świetlicy środowiskowej. Zostało ono zaproponowane przez zgierskie Stowarzyszenie Tkalnia. Zwieńczeniem projektu był wernisaż wystawy dziecięcych fotografii. Partnerami była miejscowa biblioteka publiczna, gazeta społeczna „Miasto Ł.”, rzeczona Świetlica Przystań oraz inne lokalne fundacje i stowarzyszenia3.

Film, fotografia, teatr

Działania w tych dziedzinach mają na celu nie tyle tworzenie wielkich dzieł czy edukację w zakresie klasyki kina, co raczej wykorzystanie filmu bądź fotografii i procesu ich tworzenia jako narzędzia służącego budowaniu podmiotowości grup wykluczonych, animacji danych społeczności czy organizowaniu czasu wolnego młodzieży zagrożonej wykluczeniem społecznym. Nie jest to jednak ścisłą regułą – znaleźć możemy także działania adresowane do osób, które wiążą z filmem czy fotografią poważną ścieżkę kariery.

Jedno z działań to „Kręcimy bramy”. Są to (wciąż trwające, listopad 2015) warsztaty filmowe dla dzieci z zagrożonych wykluczeniem łódzkich kamienic. Organizatorem jest poleski Teatr Pinokio, a partnerami Muzeum Kinematografii w Łodzi, Muzeum Miasta Łodzi, Stowarzyszenie Społecznie Zaangażowani, Państwowa Wyższa Szkoła Filmowa, Telewizyjna i Teatralna im. L. Schillera w Łodzi oraz TVP Oddział w Łodzi. Warsztaty przeprowadzono najpierw w formie półkolonii, a następnie popołudniowych spotkań4.

Przykład działania nie adresowanego do grup wykluczonych to organizowane przez Fundację Jana Pawła II warsztaty z zakresu dziennikarstwa i krytyki filmowej dla warszawskich licealistów i studentów. Warsztaty prowadzone są przez gwiazdy najważniejszych mediów. Partnerami są Warszawska Fundacja Filmowa oraz Omnigence Sp. z o.o. Na przestrzeni trzech lat odbyły się już trzy edycje warsztatów5.

Innym ciekawym przykładem działania (zaklasyfikowanego jako „Fotografia”) jest projekt Book Me One. Na stronie Akademii widnieje następująca informacja:

Dziewczyny z Pogotowia Opiekuńczego w Warszawie będą tworzyć artbooki, tzw. ZINY czyli niskonakładowe, eksperymentalne autorskie publikacje będące mieszanką różnych sztuk – fotografii, rysunku, grafiki, kolażu, typografii, sitodruku. Często są one wyrazem sprzeciwu wobec kultury masowej. Z tego typu książkami nastolatki zagrożone wykluczeniem nie mają styczności, a często nie wiedzą o ich istnieniu. W ramach organizowanych co dwa tygodnie warsztatów każda z uczestniczek, mając stale do dyspozycji aparat fotograficzny, będzie pracowała nad swoją książką/ZINEM.

To ciekawy przykład działania angażującego już nie tylko miejską bibliotekę, czy katolicką fundację, a promującego działania stricte kontrkulturowe. Organizatorem jest warszawska Fundacja One, a partnerami Pogotowie Opiekuńcze nr 1 w Warszawie, portal kulturalnie.waw.pl oraz Gazeta Wyborcza.

Gra miejska

Gry miejskie wspierane przez fundację to zbiór nieznacznie różniących się działań. Gry miejskie organizowane są w większości w małych miejscowościach i adresowane do dzieci i młodzieży. Celem jest zainteresowanie regionem/miejscowością i przybliżenie uczestnikom jego kultury i historii. Kładziony jest silny nacisk na wykorzystanie nowych technologi i niestandardowych środków przekazu (takich jak aplikacje na smartfony czy gra planszowa tematyczne skoordynowana z grą miejską).

Medialab i Programowanie

Pod nazwą Medialab kryje się kategoria projektów mających przybliżyć młodzieży i dorosłym korzystanie z nowych technologii. Działania te skupiają się głównie na warsztatach i szkoleniach dla nauczycieli. Przykładem jest trójmiejski Edulab. Przy udziale Instytutu Kultury Miejskiej i wsparciu merytorycznym Uniwersytetu Gdańskiego odbyły się już trzy edycje cykli szkoleń i warsztatów, którymi oprócz nauczycieli objęto także animatorów kultury. Grupy warsztatowe liczyły do 25 osób, a nacisk kładziono także na merytoryczne (przede wszystkim dotyczące działań w sferze kultury) zastosowanie technologii.

Działania zaklasyfikowane jako „programowanie” również nie dotyczą samych umiejętności obsługi języków programistycznych, co raczej kulturowego wykorzystania nowych technologii. Przykładem jest tu DWA w 3D, projekt polegający na dokumentacji wystaw w DWA i montowaniu filmów im poświęconych. Został on zorganizowany przez Kolonię Artystów przy wsparciu Gdańskiej Galerii Miejskiej. Nie obejmował on „twardych” umiejętności programistycznych, a raczej służył nabyciu „miękkich” kompetencji w dziedzinie obsługi programów filmowych i kamer.

Relacje

To być może najbardziej niejednoznaczna kategoria – znajdują się w niej najrozmaitsze działania, łączy je zaś nastawienie na budowanie wspólnot i więzi pomiędzy różnymi grupami, bądź wewnątrz grup.

Przykładem działania, które znalazło się w tej kategorii są „Pierwsze taśmy Krappa6cykl wydarzeń reklamowany jako „multimedialny zapis pokolenia Y w Polsce i we Francji”. W ramach tego projektu odbył się cykl wykładów i warsztatów z udziałem młodzieży polskiej i francuskiej. Organizatorem było jedno z gdyńskich liceów, a partnerem m.in. ambasada Francji. Kultura w postaci filmu i wykładów została tu potraktowana jako środek do budowania więzi między młodzieżami różnych krajów.

Projekt marzeń

Równie nieokreśloną kategorią wydaje się „Projekt marzeń”. Zaliczono do niej różne działania, z których większość dałaby się śmiało zaliczyć do innych kategorii. Łączy je jednak istotna cecha – wszystkie adresowane są do dzieci i młodzieży, z przewagą uczniów szkół podstawowych i gimnazjów.

W ramach „Projektu marzeń” zorganizowano takie działania jak festiwal filmów dla dzieci poświęconych architekturze „BETONik”, czy Fab Lab Kids, warsztaty z dziećmi poświęcone programowaniu i nowym technologiom.

Wnioski:

Projekty wspomagane przez Akadamię Orange nie mają jednolitego charakteru, nie da się także określić jednolitej grupy adresatów tych działań. Da się wśród zwycięskich projektów z pewnością zauważyć pewne dominanty:

1). Działania te dotyczą, zgodnie z misją fundacji, w ogromnej większości dzieci i młodzieży. Warto zwrócić uwagę, że w niektórych działaniach biorą udział seniorzy (rzecz jasna przy współpracy z młodzieżą). Z działań mogą skorzystać również „dorośli” – nauczyciele czy animatorzy kultury. Choć podwyższanie ich kompetencji służyć ma dobru młodzieży, to i oni nie pozostają bez korzyści płynących z działań.

2). Choć pogląd ten nigdzie nie jest przez przedstawicieli Akademii wyrażony wprost, duża część działań dotyczy młodzieży z obszarów i środowisk zagrożonych wykluczeniem społecznym. Odbywają się, rzecz jasna, działania dla studentów czy młodzieży z dobrych liceów – zwraca jednak uwagę znaczna ilość działań w małych, zdegradowanych miastach czy biednych dzielnicach Łodzi.

3). Last but not least – ogromny nacisk kładziony jest na wykorzystanie nowych technologii. Nie ma praktycznie w działaniach wspieranych przez Akademię takiego, które nie wykorzystywałoby, choć w pewnym stopniu, komputerów, smartfonów, czy choćby filmów. W tym aspekcie założenie Akademii jest realizowane bardzo rygorystycznie. Komplementarne wobec stosowania nowych technologii w praktyce konkretnych działań jest trzymanie się zasady stosowania otwartych licencji Creative Commons.

Programy dotacji

Innym działaniem podejmowanym przez Fundację Orange są otwarte konkursy dla inicjatyw edukacyjnych. Jednym z takich programów jest „Bezpiecznie tu i tam7” – adresowany jest on do nauczycieli, chcących edukować młodzież w zakresie umiejętności bezpiecznego korzystania z internetu. Nauczycielom udostępniane są liczne materiały, mogące służyć jako pomoc do organizacji tego typu zajęć. Nic nie jest jednak do końca dane z góry – nauczyciele zobowiązani są stworzyć własne programy edukacyjne (z wykorzystaniem materiałów FO, bądź na podstawie własnych pomysłów), a Fundacja Orange wspiera wybrane z nich w oparciu przede wszystkim o kryterium innowacyjności i wykazanie się oryginalnym podejściem. Ważne jest także doświadczenie w działaniach edukacyjnych u aplikujących o dotację oraz ich umiejętności cyfrowe. Istnieją także inne wytyczne, mają one jednak charakter ściślej formalny: zgodność z tematyką konkursu, prawidłowe rozplanowanie budżetu działań czy minimalna liczba beneficjentów programu (ustalona w edycji z roku 2015 jako 30 osób). Przeznaczone dla nauczycieli materiały dostępne na stronie Fundacji to w dużej mierze treści interaktywne i programy edukacyjne. Kładziony jest silny nacisk na innowacyjność i atrakcyjność procesu zdobywania internetowych kompetencji. Program prowadzony jest przy współudziale fundacji Dzieci Niczyje.

Innym konkursem ogłaszanym przez Fundację są Pracownie Orange. Aktywiści i mieszkańcy miejscowości do 40 tys. mieszkańców z całej Polski konkurują ze sobą o dotacje na multimedialne pracownie – miejsca z bezpłatnym dostępem do komputerów z internetem, a także innych ułatwień i atrakcji – zależnie od pomysłowości lokalnych inicjatorów takich świetlic (autorzy programu używają słów „świetlica” i „pracownia” zamiennie). Tutaj rekrutacja jest dwuetapowa – najpierw komisja powoływana przez Fundację wyłania (spośród ponad 1000 zgłoszonych w roku 2015) 50 najciekawszych i najbardziej oryginalnych świetlic. Następnie z tych pięćdziesięciu poprzez ogólnodostępne internetowe głosowanie wyłaniane jest 25 tych, które w efekcie zostaną sfinansowane przez Fundację (w 2015 w sumie oddano ponad 4 miliony głosów). Autorzy projektu dotacji piszą wprost, że internetowe głosowanie nie ma służyć „obiektywnemu” wyborowi najciekawszych projektów, a raczej wykazywać skalę społecznego zapotrzebowania na świetlice w danych miejscach – na stronie internetowej projektu wprost zachęcają oni do głosowania na „swoje” miejscowości. Nie zawsze ma to jednak proste przełożenie – na jedną ze zwycięskich świetlic otwartą w Huszlewie (woj. Mazowieckie) zagłosowało ponad 292 tys. osób, mimo że miejscowość liczy zaledwie 500 mieszkańców. Jak rozumiana jest innowacyjność i oryginalność przy wyłanianiu owych 50 projektów w pierwszej turze konkursu? Organizatorom chodzi przede wszystkim o pomysły na dodatkowe warsztaty i szkolenia, które odbywałyby się w takiej pracowni. Są to w pierwszej kolejności kursy korzystania z internetu dla osób wykluczonych sieciowo. Nie są jednak bez znaczenia działania niezwiązane bezpośrednio z internetem – pod uwagę brano nawet takie działania jak np. kursy szydełkowania. Pracownie w większości znajdują swoje siedziby w instytucjach publicznych – zazwyczaj są to siedziby gmin bądź miejskie biblioteki.

Inne możliwości klasyfikacji:

Zrzut ekranu 2015-11-30 o 12.36.40


KLASOWOŚĆ DZIAŁALNOŚCI KULTURALNEJ W POLSCE

Wydaje się zatem, że zestawienie działalności PBS i działań animacyjnych Łaźni Nowej z przypadkami takimi jak Cohabitat i zamek w Cieszynie daje nam przykład tego, jak bardzo różnią się działania ze względu na przewagę obecności pewnych poziomów kapitałów wśród poszczególnych grup społecznych.

1). Wśród działań adresowanych do osób o wyższym kapitale kulturowym widzimy akcje wchodzące w ścisłe związki z biznesem. Wynika to najprawdopodobniej zarówno z kultury przedsiębiorczości wśród osób lepiej uposażonych społecznie, jak i faktu, że przedsiębiorcy w przeciwieństwie do osób zagrożonych wykluczeniem społecznym zwyczajnie są w stanie niemało zapłacić za kursy, szkolenia i możliwość twórczej współpracy.

2). Na podstawie przeanalizowanych case’ów możemy stwierdzić, że działania nie różnią się znacznie pod względem terytorialnym. Wbrew powtarzanym gdzieniegdzie schematom środowiska zagrożone wykluczeniem i pozbawione swojej legitymizacji i narracji możemy znaleźć także w centrum Warszawy, a na wsiach potrafią się skupiać przedsiębiorczy, dobrze wykształceni ludzie obeznani z najnowszymi trendami biznesu (choć raczej nie wiąże się to ze stałą wyprowadzką z miasta).

3). Działania obejmujące swoim zasięgiem osoby o niższym kapitale społecznym i kulturowym mają częstszą tendencję do przybierania charakteru tymczasowego. Są to bowiem często doraźne akcje animacyjne czy powtarzalne, acz incydentalne przedsięwzięcia. Działania dla osób lepiej uposażonych klasowo mają najczęściej całoroczne siedziby, które w naturalny sposób zapewniają ciągłość przedsięwzięć. Co ciekawe także projekty Akademii Orange, z których korzysta często uboższa młodzież mają charakter „eventowy” (nawet jeśli działania te są powtarzalne).

4). Wsparcie ze środków publicznych dotyczy wszystkich typów inicjatyw. Wsparcie prywatne (czy to w postaci trwałej współpracy, czy akcji crowdfundingowch) zdaje się ciążyć raczej w stronę inicjatyw osób lepiej sytuowanych (pozytywnym wyjątkiem jest tu Akademia Orange). Może wynikać to (szczególnie w przypadku crowdfundingu) z istnienia nieformalnych sieci kontaktów między osobami o podobnych kapitałach, zwłaszcza w przypadku osób posiadających je na wysokim poziomie.

5). Wszystkie inicjatywy wydają się wykorzystywać internet w podobnym stopniu. W momencie znacznej cyfryzacji społeczeństwa nie wydaje się to niczym zaskakującym. Jedynym przedsięwzięciem wykorzystującym technologie informatyczne jako jeden z rdzeni działalności jest Cohabitat i jego opensourcowe projekty. Swojego istnienia bez sieci nie wyobrażają sobie jedynie organizatorzy grochowskich spacerów. Rzeczywiście, jest to forma aktywności, która jako jedyna z wymienionych zdawała się nie istnieć w epoce przed internetem. Wszystkim (poza rzecz jasna wzmiankowanym już Cohabitatem oraz w pewnym stopniu Akademią Orange) internet służy raczej do promocji działań, niż stanowi ich sedno.

Nie będzie odkrywczym wnioskiem stwierdzenie, że typy idealne nie występują w rzeczywistości – choć widać pewne zależności i związki przyczynowo-skutkowe, to trudno dokonać jasnej i klarownej klasyfikacji biorącej pod uwagę więcej niż jedno kryterium. Na innym poziomie wciąż najważniejszymi wyzwaniami wydają się dla instytucji kultury problem projektowości oraz (nie)obecności całościowej ministerialnej wizji. Te zagadnienia, pozostając nierozwiązanymi, z dużym prawdopodobieństwem znamionować będą najbliższe lata kultury polskiej.