PRZYPADKI / TEATR REALISTYCZNY

Realizacja badania i przygotowanie opracowania: Antoni Grześczyk

Kurator: Edwin Bendyk

 

Teatr Realistyczny w Skierniewicach – studium przypadku

Punkowa geneza i misja teatru

Skierniewicki Teatr Realistyczny został założony w połowie lat 90. Trudno wskazać tu jednoznaczną datę, bowiem jego początki miały charakter całkowicie nieformalny: inicjatywa ta wyłoniła się ze środowiska skierniewickich punkowców – muzyków i grafficiarzy. W 1995 r. kilka osób udało się na odbywający się w Skierniewicach przegląd teatrów niezależnych. Zdegustowani sztampowością pokazywanych tam przedstawień i brakiem odniesień do istotnych tematów postanowili założyć własny teatr (inną konsekwencją tego rozczarowania był ich pierwszy spektakl, stanowiący satyrę na środowisko teatralne). Ten moment uznaje się za początek właściwiej działalności TR. Od samego początku naturalnym liderem prowadzonych tam działań artystycznych był Robert „Paluch” Paluchowski – spiritus movens skierniewickich środowisk twórczych. Jego kontrkulturowe podejście do działań dobrze ilustruje fakt, że o utytułowanym już wtedy teatrze napisał na oficjalnej stronie internetowej, że dostał „ileś tam nagród na iluś tam festiwalach”. W swoim oficjalnym biogramie Paluchowski określił się mianem „papieżem papieża powiatowej anarchii. Z punkowej atmosfery teatr ten wyniósł również przekonanie o społecznej misji sztuki, integralności środowiska odbiorców i twórców i w szerokim sensie egalitarny światopogląd. Od dawna nie jest on ściśle związany czy kojarzony z tą subkulturą, zaczerpnął od niej jednak światopogląd obecny w spektaklach. Teatr Realistyczny jest przykładem całkowicie oddolnej inicjatywy, w żaden sposób niepowiązanej z biznesem. Jego związki z instytucjami państwa zredukowane są do niezbędnego dla funkcjonowania minimum.

Spośród wielu niezależnych inicjatyw artystycznych i teatralnych kwitnących w latach 90. wokół środowiska punkowego, ta jako jedna z nielicznych wykazuje zdumiewającą trwałość. To fakt warty odnotowania, zwłaszcza gdy weźmiemy pod uwagę, że Skierniewice to niewielkie byłe miasto wojewódzkie, a podobne inicjatywy szybko kruszyły się nawet w prężnych ośrodkach miejskich, takich jak Kraków czy Warszawa.

Otoczenie teatru: Skierniewice

Liczące niespełna 50 tysięcy mieszkańców Skierniewice stanowią dość typowy przykład miasta, które po gierkowskiej reformie samorządowej przeżyło krótki okres dynamicznej rozbudowy. Jednak, co również typowe dla byłych miast wojewódzkich, pod koniec lat 90. powróciło do rangi średniego ośrodka, na który brakowało całościowego pomysłu. Obecnie pełni głównie funkcję dalekiej „sypialni” Warszawy (i w mniejszym stopniu Łodzi). Zjawisko to dotyczy ponad połowy aktywnej zawodowo ludności miasta. Odgrywający ważną rolę od pierwszych lat po II wojnie światowej przemysł w większości podupadł, dająca wiele miejsc pracy administracja szczebla wojewódzkiego zniknęła. Pozostała natomiast (stanowiąca skądinąd największą atrakcję miasta) neogotycka stacja kolejowa zapewniająca doskonałą komunikację ze stolicą województwa i kraju. Prowadzenie działalności kulturalnej w takim ośrodku ma swoją specyfikę, którą trzeba wziąć pod uwagę. Oto kilka z tych charakterystycznych cech:

1) potencjalnie mała grupa odbiorców działań artystycznych,

2) konserwatywne nawyki i przyzwyczajenia władz miasta,

3) zagrożenie „wysysaniem” miasta (we wszystkich sferach, także kulturalnej) przez pobliskie ośrodki – przede wszystkim Warszawę,

4) ważna rola społeczności lokalnej i pozytywny aspekt więzi społecznych.

Specyficzną część miasta stanowi wybudowane w latach 70. osiedle Widok, liczące niespełna 20 tysięcy mieszkańców. Jego powstanie podwoiło populację Skierniewic. Osiedle – nazywane przez mieszkańców dzielnicą – od reszty miasta oddzielają tory kolejowe, jedyne połączenie stanowi nieprzyjazny dla pieszych przelotowy wiadukt. Obecna siedziba TR znajduje się na peryferiach Widoku.

Krótka historia teatru

Z początkowego subkulturowego rozproszenia szybko wyłoniła się stała grupa teatralna, która odbywała regularne próby i konsekwentnie wystawiała swoje sztuki – zarówno w Skierniewicach, jak i na ogólnopolskich festiwalach. Pierwszym miejscem, gdzie odbywały się regularne spotkania, był „tradycyjny” skierniewicki dom kultury. Grupa długo działała bez własnej przestrzeni, a współpraca z hierarchiczną, państwową instytucją nie zawsze układała się dobrze. Jak relacjonuje ten okres obecna prezeska fundacji Iwona Konecka: „

Robert [Paluchowski] miał cząstkę etatu w DK, a dużo większe zapędy. Nie zawsze tez współpraca opierała się na takich zasadach, na jakich chciałby Robert, nie dawano mu tam wolności, której oczekiwał on i zespół, nie było to do końca na ich zasadach. Współpraca nie była też oparta na konflikcie i wiecznych tarciach, ale było to jakieś minimum relacji, tyle, ile się dało najmniej. Robert miał też dodatkowe obowiązki w domu kultury jako pracownik, starał się jednak wyciągać teatr spod tego molocha”.

Możliwość względnie spokojnej i stabilnej pracy wiązała się zatem z rozmaitymi niedogodnościami. Trudno powiedzieć, by uniemożliwiały one działalność grupy, obecne było jednak poczucie tymczasowości i parcie na zmiany. Mimo to teatr odnosił w tym okresie znaczące sukcesy, zdobywał liczne nagrody na festiwalach, był w ścisłej czołówce teatrów niezależnych w kraju. Od początku działalności wejścia na spektakle są darmowe albo bardzo tanie (przez krótki okres wejściówki sprzedawane były za symboliczne 5zł, grupa jednak szybko rezygnowała z tego zwyczaju).

W ciągu następnej dekady wokół teatru wyłoniła się też grupa osób zainteresowanych sztuką, ale niebiorących udziału w działaniach stricte teatralnych – byli to głównie plastycy i fotografowie. Jak wspomina Iwona Konecka, „stąd był już tylko krok do instytucjonalizacji”. W roku 2005 zawiązano Towarzystwo Artystyczne Skierniewic. Istniało ono do roku 2009, kiedy to w jego miejsce utworzono Fundację Teatr Realistyczny. Z prowadzeniem stowarzyszenia wiązały się pewne niedogodności – do funkcjonowania w ramach tej formy prawnej potrzebne jest minimum 15 osób, a szerokie środowisko artystyczne zaczęło się szybko kurczyć do kilkuosobowej grupy ludzi skupionych na działalności ściśle teatralnej. Zamiana stowarzyszenia na fundację (z fundatorem w osobie Roberta Paluchowskiego) nie wiązała się jednak z zasadniczą zmianą funkcjonowania grupy teatralnej – stanowiła raczej efekt poszukiwań bardziej praktycznej formy prawnej. Teatr funkcjonował na podobnych regułach jak dotychczas, pozbyto się po prostu zbędnych obciążeń (walne zgromadzenia przy odpowiednim kworum itp.) wymaganych przy prowadzeniu stowarzyszenia. Fundacja od początku, równolegle z prowadzeniem prób w Domu Kultury, posiadała stałe miejsce spotkań przy ulicy Reymonta – tzw. Rampę, znajdującą się w centrum starej części miasta. Obok Rampy przez dłuższy czas działał także rodzaj skłotu, ściśle związanego z teatrem. Skłot miał niejednoznaczny status prawny, ale był tolerowany przez miasto i miał dostęp do mediów. Pełnił ważną rolę w nieformalnej integracji środowiska, po każdym spektaklu odbywały się tam spotkania i imprezy. Jednocześnie oficjalna siedziba fundacji znajdowała się zawsze w prywatnym mieszkaniu.

Ważną cezurą w dwudziestoletniej historii teatru jest tragiczna śmierć Roberta Paluchowskiego w 2012 roku. Choć dla zewnętrznych obserwatorów cała działalność teatru stanęła pod znakiem zapytania, to już wcześniej inicjatywie udanie przewodziło młodsze pokolenie. Z czteroosobowej ekipy dzisiejszych liderek żadna nie pamięta początków tego przedsięwzięcia – były wtedy w pierwszych klasach podstawówki.

Drugim po wymianie pokoleniowej ważnym przełomem była niedawna zmiana siedziby: budynek przy Reymonta, w którym mieściła się sala spotkań, został wyburzony wiosną 2014 roku. Teatr zmuszony był przenieść się na ulicę Grzybową, która znajduje się na peryferiach osiedla Widok – w słabo zaludnionej okolicy domków jednorodzinnych. Mimo peryferyzacji w ramach tkanki miejskiej ekipa TR pozytywnie ocenia zmianę lokalizacji – większość osób działających w teatrze wychowywała się na Widoku, wynikające z tego nieformalne więzi społeczne odgrywają ważną rolę. Dzielenie przestrzeni z działającym tam hufcem ZHP skutkuje wprawdzie tym, że nie można organizować nieformalnych spotkań po spektaklach, nie jest to jednak dla teatru kluczowym problemem. Nowa przestrzeń TR nie sprawia wrażenia, jakby miała tam się mieścić siedziba instytucji najważniejszej dla kultury niezależnej miasta. Znajduje się ona w nieciekawym budynku pośród całkowitego urbanistycznego bałaganu, przy ledwie wyasfaltowanej ulicy. Sąsiaduje z punktem dystrybucji i zakładem segregacji śmieci, a błotnisty parking przy teatrze zdobią sylwetki TIR-ów. Jednocześnie miejsce to nie ma w sobie nic z uroku instytucji kulturalnych zakładanych w podupadłych, acz urokliwych lokalizacjach poprzemysłowych. Okolica stanowi jedynie dowód braku planowania przestrzennego i samowoli urbanistycznej lat 90. Mimo to przeprowadzka oceniana jest jako stosunkowo korzystna, a frekwencja wzrasta.

Jednocześnie grupa rozszerzała swoją działalność o akcje animacyjne. Proces ten odbywał się stopniowo, obecnie działania tego rodzaju podejmowane są częściej od teatralnych. Warto tu zacytować Iwonę Konecką: „

Nie było momentu, kiedy z teatru zmieniliśmy się w animatorów. Od początku był to teatr z misją społeczną, te działalności zawsze widzieliśmy jako powiązane”.

Jak zaznacza kolejna rozmówczyni, Katarzyna Pągowska, TR prowadzi także warsztaty dla dzieci i młodzieży. Odbywają się one w dużej mierze na obszarach zagrożonych wykluczeniem społecznym – początek tych działań wiąże się z dwoma podwórkami w najstarszej części miasta, gdzie znaczna część dzieci pochodzi z rodzin dysfunkcyjnych. Animatorki zaznaczają jednak, że nie jest to jedyny cel tych przedsięwzięć – obecnie podobne działania prowadzone są też w skateparku na osiedlu Widok, gdzie według Iwony Koneckiej gołym okiem widać cały przekrój społeczny, a znaczna część dzieci biorących udział w działaniach uczęszcza równolegle do prywatnych szkół muzycznych, na płatne lekcje języków obcych albo na zajęcia sportowe. Akcje animatorskie prowadzone są także w gimnazjach i liceach, także tych uznawanych za dobre. Działalność animatorska ekipy TR, wychodząc z obszarów wykluczenia społecznego, w żadnym wypadku nie pozostaje na nie zamknięta.

Źródła finansowania – problem „grantozy” i relacje z władzami miasta

Od momentu przyjęcia zinstytucjonalizowanej formy (stowarzyszenie) teatr szuka różnych źródeł dochodu – wśród funduszy samorządowych, państwowych i unijnych. Okazjonalnie zespół otrzymuje również wsparcie ze strony firm.

Najbardziej stałym źródłem są fundusze miejskie – od kilku lat Urząd Miasta organizuje otwarty konkurs na rozdysponowanie 70 tysięcy złotych. TR-owi przypada zazwyczaj około 20 tysięcy. Jest to dofinansowanie, które pomaga, ale nie daje poczucia bezpieczeństwa – w każdym kolejnym roku może się okazać, że pieniądze z konkursu ominą TR. Oprócz tego zespół regularnie aplikuje o różnego rodzaju granty, których źródła to między innymi Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego, Województwo Łódzkie, program Komisji Europejskiej „Młodzież w działaniu” czy Fundacja Orange. Bardzo ważny dla teatru jest grant Obywatele dla Demokracji z Funduszy Europejskiego Obszaru Gospodarczego. Budżet organizacji waha się w znacznym stopniu, fundusz na dany rok potrafi różnić się od funduszu na poprzedni o ponad połowę. W latach 2013–2014 rocznie udawało się pozyskać łącznie ponad 200 tysięcy złotych. Kwoty te oceniane są przez Iwonę Konecką jako stosunkowo wysokie.

Dla zespołu poważnym problemem są natomiast okresy, kiedy brakuje dofinansowań. Sytuacje takie zdarzają się zazwyczaj zimą. Wtedy członkowie ekipy zmuszeni są szukać dodatkowych zajęć, a teatr tymczasowo zawiesza większość działalności. Choć pozwala on swoim pracowniczkom utrzymać się przez długie okresy, to ma to charakter permanentnej niestabilności. Iwona Konecka opisuje ten problem w następujący sposób: „

Teraz trzy z nas żyją tylko z fundacji, a jedna oprócz tego prowadzi swoją firmę. Czasem żyjemy jeszcze z jakichś fuszek, zwłaszcza zimą. Ostatnio jedna z nas pracowała przez parę (długich!) miesięcy w korporacji, a dwie w kawiarni, za siedem złotych za godzinę. W Skierniewicach trudno było znaleźć nawet taką pracę, więc pracowałyśmy za siedem złotych za godzinę w Warszawie. Trudno jest znaleźć taką pracę, gdzie zadeklarujesz, że się wywiążesz, bo wiesz, że od kwietnia może się zacząć jakiś nowy projekt i trzeba będzie z niej zrezygnować”.

Zwraca ona uwagę także na inny istotny problem: niemożność weryfikacji działań w praktyce. Kiedy następuje czas realizacji zatwierdzonego już wniosku o dofinansowanie, trzeba ściśle trzymać się zawartych w nim metod działania. Jak podkreśla, często po prostu nie ma możliwość uprzedniego sprawdzenia, czy te akurat działania, w dokładnie takiej formie, jak opisano we wniosku grantowym, będą się sprawdzać (dotyczy to zwłaszcza warsztatów z młodzieżą). Konieczność ścisłego trzymania się formalnych wymogów projektów grantowych często podcina skrzydła działaniom animatorskim: „

Czasem dopiero w trakcie realizacji orientuję się, że trzeba było zrobić coś inaczej, poszukać innej metody, a w trakcie pisania wniosku nie miałam jak się dowiedzieć, że tak będzie. Mamy pomysły, jak coś zrobić, ale nie wszystko mieści się w rubryczkach, które wypełnia się przy pisaniu projektu. Pisanie projektu musi być elastyczne. A realizacja projektu z grantu nie zawsze umożliwia takie modyfikacje. Animacja kultury musi być przestrzenią eksperymentu, bo tkanka społeczna jest nieprzewidywalna”.

Członkinie zespołu nie formułują jednak jednoznacznie negatywnej oceny tego systemu finansowania. Ich ocena, mimo że raczej negatywna, nacechowana jest dużą ambiwalencją. Jak podkreśla Iwona Konecka:

Ta grantoza trochę nas niszczy. Natomiast jest też to stymulujące, nauczyłyśmy się myśleć celem”.

Pągowska podkreśla też inną zaletę grantów: sposób ich przyznawania opiera się w większej mierze na pożytku dla lokalnej społeczności, a w mniejszej na artystycznej wartości projektu. Działaniom finansowanym w tym systemie trudno więc zamknąć się w artystycznym getcie, wymuszona jest pewna otwartość na szeroko rozumianą społeczność. Kształtowanie modelu działań przez specyfikę systemu grantowego ma też zatem pewne plusy.

W ciągu wielu lat działań następowały różnego rodzaju tarcia na linii TR–miasto. Członkinie zespołu czują się niedoceniane przez władze. Iwona Konecka wspomina akcję Roberta Paluchowskiego, który złożył grobowy wieniec przed siedzibą teatru, sugerując, że to wina złej polityki samorządu. Poziom frustracji zespołu osiągał momentami takie rozmiary, że spekulowano o możliwości przeniesienia się do jednego z pobliskich miast podobnej wielkości – Rawy Mazowieckiej czy Łowicza. Jedna z rozmówczyń podkreśla także, że tajemnicą poliszynela wśród organizacji ubiegających się o granty pozostaje to, że w konkursach są „pewniaki”, a TR ze względu na brak układów wśród tych „pewniaków” się nie znajduje.

Najdłuższy dotychczasowy grant obejmował dwa lata. Członkinie zespołu podkreślają, że dał im on nieznane dotychczas poczucie stabilizacji. Sugerują, że gdyby dwu-trzyletni okres finansowania stał się standardem, ich działalność byłaby znacznie bardziej sprawna.

Próba stabilizacji – Terenowy Instytut Kultury

Ze względu na atmosferę ciągłej niestabilności działaczki TR postanowiły wystąpić o stałe dofinansowanie ze strony miasta w ramach Projektu Terenowy Instytut Kultury. TR wystąpił z autorskim projektem dofinansowania działań na około 300 tysięcy złotych rocznie. Według moich rozmówczyń nie da się jednoznacznie orzec, czy jest to warunek konieczny dla funkcjonowania teatru, nie wykluczają jednak, że bez takiego finansowania dalsze działanie grupy stanie pod znakiem zapytania. Projekt wciąż (listopad 2015) nie został jednoznacznie przyjęty bądź odrzucony, jednak doniesienia medialne zdają się świadczyć o nikłych szansach jego powodzenia. Pesymistyczny nastrój co do finału sprawy panuje także w samym zespole. Warto przy tym zauważyć, że wydatki Skierniewic na sport wielokrotnie przekraczają wydatki na kulturę: jest to odpowiednio (kwoty roczne) 1,3 miliona oraz zaledwie 300 tysięcy złotych. Z absurdalności tej sytuacji zdaje sobie sprawę także prezydent Chęcielewski, który tłumaczył: „

Zaburzenie proporcji wydatkowania środków na zadania publiczne jest w Skierniewicach olbrzymie.

Zasłania się on jednak niemożnością szybkiej zmiany tego stanu rzeczy, a odpowiedzialnością za dysproporcje obarcza poprzednią ekipę. Stałe dofinansowanie dla TR wydaje się w obecnie perspektywą mało realną. W dwudziestolecie teatru widmo konieczności wyprowadzki lub wręcz zaprzestania działalności zdaje się boleśnie powracać.

Działania teatru

Obecnie działania teatru koncentrują się głównie wokół animacji kultury i organizacji warsztatów z młodzieżą. Wśród projektów warto wymienić:

1) „Widok na zmianę” – terenowe warsztaty z dziećmi i młodzieżą z osiedla. Obejmowały one takie działania jak wystawy fotografii porównujących obecny widok osiedla z jego początkami, malowanie graffiti w przestrzeni miejskiej, naukę fotografowania czy akcję performerską polegającą na przemieszczaniu się jako „żywe słupy reklamowe” z napisami opisującymi osiedle. Szczególnie ciekawe było to ostatnie działanie – napisy wymyślali sami mieszkańcy, często nie przebierając w słowach. Znalazły się tam takie sformułowania jak „Na Widoku NIC nie ma”, czy „Widok – osiedle pijaków i pedofili”. Akcja trwała w sumie pięć miesięcy, a jako jej podsumowanie wydano publikację (dostępną online).

2) „Widokowisko” – realizacja musicalu na podstawie Romea i Julii Williama Szekspira z dziećmi z osiedla. Forma musicalu była pomysłem samych dzieci. Projekt realizowany był w osiedlowym skateparku, stanowiącym centrum życia towarzyskiego najmłodszego pokolenia widokowian. Do działania zaangażowano profesjonalny zespół muzyczny i wykonano fotograficzną dokumentację projektu.

3) „Legendy osiedlowe” – kontynuacja „Widokowiska”. Zrealizowano spektakl oparty wyłącznie na opowieściach mieszkańców o ich osiedlu.

4) „Na podwórko!” – projekt realizowany na podwórkach przy ulicy Żwirki, w starej, uboższej części miasta. W ramach zajęć dzieci wcielały się w dziennikarzy albo dokumentowały swoje ulubione miejsca w okolicy. Same miały możliwość wyboru, co chcą robić, i zadecydowały, że podsumowaniem ma być musical o utalentowanych dzieciach i złej czarownicy.

Oprócz tego prowadzone są także inne warsztaty i działania animacyjne, a dzieci i młodzież nie stanowią jedynej grupy docelowej: obecnie dwie grupy warsztatowe dedykowane są osobom dorosłym, z czego jedna dotyczy w szczególności osób niepełnosprawnych. Miejscem prowadzenia warsztatów – są obok przestrzeni miejskiej – zarówno szkoły, jak i siedziba teatru. Ze względu na szeroki zasięg działań stosunkowo regularnie zatrudniani są zewnętrzni animatorzy, niebędący członkami grupy teatralnej.

Obecnie działania teatralne znalazły się na drugim planie. Grupa przygotowuje nowe spektakle, acz nie wystawia starych u siebie, bo skierniewicka widownia miała już okazję oglądać je wystarczająco wiele razy. Wcześniejsze spektakle pokazywane są okazjonalnie na festiwalach odbywających się poza Skierniewicami.

Wnioski

Z przeprowadzonych badań wynika przede wszystkim jeden prosty, ale bardzo istotny wniosek: niezależnym instytucjom kulturalnym do sprawnego, codziennego funkcjonowania potrzebne są bardziej stabilne źródła finansowania. Umożliwiłyby one długotrwałe planowanie i zupełnie inne podejście do części działań. Nie ma sensu jednoznacznie potępiać systemu grantowego – dobrze motywuje on do określonych typów działań, a kryteria rozpatrywania wniosków są zazwyczaj rzetelne. Z pewnością nie stanowi on jednak wystarczającego zabezpieczenia dla płynności funkcjonowania przedsięwzięć takich jak skierniewicki TR. Problemem pozostaje także konserwatyzm władz miasta i większa chęć do inwestowania w lokalne domy kultury (nie wspominając o przeinwestowanym sporcie), które zapewniając okazjonalnie rozrywkę w postaci występów kabaretowych, nie wpływają strukturalnie na funkcjonowanie lokalnej społeczności. Samorządowi i państwowi włodarze powinni pomyśleć o możliwościach instytucjonalnego rozpoznania istotnych ośrodków kultury niezależnej, by umożliwić im spokojne i długotrwałe funkcjonowanie.

 

Reklamy